czwartek, 30 maja 2013

Pray for rain

biegnę, uciekam przed cieniem. biegnę, aż nie zabraknie mi tchu, aż wysiłek nie zacznie rozsadzać mi płuc, a palący ból w mięśniach nie przerodzi się w torturę nie do wytrzymania. biegnę, dopóki nie padnę na kolana, nie rozejrzę się wokół i nie skonstatuję: wokół mnie nie ma już żadnych drzew, tylko pustynia i gorący wiatr. cienie, przed którymi uciekałam, kojarzą się z chłodem i ulgą, ratunkiem przed palącymi promieniami słońca. ale wokół nie ma już nic, tylko rozpalony piasek pode mną i rozżarzone niebo nade mną.

poniedziałek, 27 maja 2013

Between the shadow and I

Chciałabym być idealna. I naprawdę - believe it or not - pracuję nad tym od dawna. Chcę, żeby aspołeczna, niegrzeczna i nudna Triss bez wyczucia odeszła w niepamięć. Trening ciała i pamięci tkanek - kiedy się uśmiechnąć, kiedy westchnąć, kiedy okazać rozmówcy postawę otwartą, a kiedy zamkniętą, kiedy filuternie odgarnąć grzywkę. Trening mózgu - kiedy z szerokiego wachlarza określonych słów, zwrotów i reakcji wybrać tę jedną, konkretną, która będzie odpowiednia do sytuacji i wywoła określony skutek.
Po pewnym czasie wszystko odbywa się już na poziomie podświadomym, człowiek działa automatycznie, jak strażak wyuczony ścisłych procedur postępowania w czasie pożaru.
Czy to właśnie sprawia, że większość zetknięć z drugim człowiekiem jest tak wyczerpująca?
Czy to czyni moje zachowanie fałszywą, teatralną maską pozbawioną resztek spontaniczności?
Która ja jest prawdziwa - ta wyuczona, wytresowana i wcielająca się w różne role, czy ta aspołeczna istota kryjąca się pod spodem?
A może po prostu ja nawet nie jestem prawdziwym człowiekiem, tylko nakręcaną dziewczyną o urywanych ruchach, którą szarpany chód zdradza na każdym kroku?

poniedziałek, 20 maja 2013

Black moth

Jestem ćmą. Nieustannie pragnę do światła i lecę do niego, by w końcu spalić się w jego blasku.

piątek, 17 maja 2013

I come with knives

so this is how it goes.
siedzę w ciemnym pokoju z winem i papierosem.
kot usadowił się obok i kontempluje moje piękno z wyraźnym poczuciem wyższości.
teraz usuń z tego obrazka mnie. nie istnieję, nie ma mnie.
kot siedzi i kontempluje piękno ściany z wyraźnym poczuciem wyższości.
jakaś strata?

czwartek, 16 maja 2013

Rituals of love in the passage of genocide

Czasem chodzą mi po głowie myśli. Myśli, które przeciętny człowiek uznałby pewnie za straszne i chore.
Myśli o zabijaniu. Nie takim zwykłym - żadnych strzałów w głowę, to byłoby za proste.
Noże. Igły. Miecze. Sztylety, tasaki, siekiery, topory, włócznie, kawałki szkła przecinające tętnice, krew na rękach, krew wszędzie. Igły wbijane przez oczy do mózgu, oczy wyjmowane z oczodołów łyżeczką, oczy przypalane wybielaczem, powieki sklejane szybkoschnącym klejem, powieki obcięte i oczy wystawione na wieczny żar słońca i suchość. Ileż ciekawych rzeczy można zrobić z oczami!
Ale o czym to ja... A, tak. Zabijanie.
Czasem wyobrażam sobie, jak otwieram czyjeś jeszcze żywe ciało i powoli zagłębiam rękę w gorące wnętrzności, czuję pulsowanie krwi w żyłach i bicie serca. W każdej chwili mogę zatrzymać jego rytm jednym ruchem i czuć, jak z ciała powoli ulatuje życie.
Czasem patrzę na całkiem obcego mi człowieka i zastanawiam się - a w jaki sposób zabiłabym jego? Jaka metoda byłaby najlepsza? Jaki sposób śmierci oddałby całą istotę tej osoby?
Czasem wydaje mi się, że pozbawienie kogoś życia i oddanie swojego w czyjeś ręce to ostateczny akt miłości. Największe oddanie, największe poświęcenie, największy dar zaufania. Proszę, oto moje serce, wbij w nie nóż, jeśli chcesz, poczuj moją krew na rękach kiedy we mnie wchodzisz - tylko wtedy będziesz miał mnie całą.
Czasem śni mi się, że faktycznie tak się staje. Budzę się wtedy z uczuciem niepokoju, ale też jakiegoś niedookreślonego spełnienia.
Czasem zastanawiam się, czy nie powinnam spróbować, jak to jest. W końcu jednak zawsze stwierdzam - nikt nie jest wart tego aktu z moich rąk.

środa, 15 maja 2013

Let the wind erase me

Ostatnio zapadam się coraz głębiej i głębiej w swoją mizantropię. Popadam w izolację - wychodzę, kiedy trzeba i wolę czytać książkę, oglądać seriale i prowadzić wirtualne rozmowy, niż widywać ludzi z krwi i kości. Mam wrażenie, że kiedy już wypełzam ze swojej jamy, żeby się z kimś spotkać, robię to tylko po to, żeby nie dać się zapomnieć, dać się napatrzeć na swoją gębę i mieć poczucie, że może ktoś jednak czasem mnie lubi. Potem sama uciekam, zamykam się, chowam pod kołdrą w bezpiecznej przestrzeni swojego łóżka - a jednak nadal gdzieś z tylu głowy tłucze się przerażona i ogłupiała jak złapana w klosz lampy ćma myśl - oni i tak zapomną, wrócą do domu i zajmą się swoimi sprawami i nikt nie poświęci ani sekundy myśleniu o tobie - jesteś dla nich tak nieważna jak dziwny sen, który wydaje się ciekawy zaraz po przebudzeniu, ale po godzinie i tak już nic z niego nie pamiętasz.
Prawdopodobnie nawet wszystkie te wyjazdy - na Śląsk, do Bolkowa, do Warszawy - służą tak naprawdę tylko temu: udowodnić sobie, że istnieję i że ktoś mnie zapamięta. Udowodnić sobie, że istnieję, bo biorę udział w jakichś wydarzeniach i nic mnie nie omija.Udowodnić sobie, że istnieję, bo sama czasem nie jestem tego pewna.
Paradoksalnie chyba najbardziej boję się samotności. Może dlatego próbuję się do niej przyzwyczajać - żeby nie wydawała się już tak straszna.

środa, 8 maja 2013

Querkraft

Męczący dzień, potrzebny masaż stóp, pleców, a najlepiej wszystkiego.
Skórzewo, Poznań, Skórzewo, Luboń, Poznań, Skórzewo... nawet postanowiłam wyjątkowo dać od siebie coś więcej niż niezbędne do przetrwania minimum.
Jestem zmęczona, ale jakoś tak dziwnie zadowolona z siebie - może w końcu jakiś trud się opłaci. Nawet stówa w dupę, którą zawdzięczam panom strażnikom wiejskim nie zepsuje mi humoru, co to to nie.
Piwo, kąpiel, do łóżka.
Tylko tego masażu brak.