biegnę, uciekam przed cieniem. biegnę, aż nie zabraknie mi tchu, aż wysiłek nie zacznie rozsadzać mi płuc, a palący ból w mięśniach nie przerodzi się w torturę nie do wytrzymania. biegnę, dopóki nie padnę na kolana, nie rozejrzę się wokół i nie skonstatuję: wokół mnie nie ma już żadnych drzew, tylko pustynia i gorący wiatr. cienie, przed którymi uciekałam, kojarzą się z chłodem i ulgą, ratunkiem przed palącymi promieniami słońca. ale wokół nie ma już nic, tylko rozpalony piasek pode mną i rozżarzone niebo nade mną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz