środa, 5 czerwca 2013

Coma White

Budzę się z trudem, choć najchętniej jeszcze bym pospała. Obok cicho pochrapuje kot, zakrywając pyszczek łapą w ochronie przed światłem. W głowie lekko ćmi tępy ból, utrzymujący się już od trzech dni - może to ciśnienie, może to pogoda, może to fakt, że od kilku dni w ogóle nie piję.
Włączam komputer i przez parę chwil bezmyślnie przeglądam różne strony. Zjadłabym coś, ale nie chce mi się schodzić na dół. Zaczekam, aż lekkie uczucie głodu przejdzie w intensywne ssanie w żołądku.
Najpierw śniadanie z tabletek. Jedna na szczęście, jedna na piękno, jedna na życie. Ot, wszystko w pigułce.
Powinnam przejrzeć artykuł, z którego będę dzisiaj przepytywać uczennicę na korepetycjach, nie mogę się jednak za to zabrać.
W końcu coraz bardziej odczuwalna pustka w żołądku skłania mnie do wstania z łóżka i udania się na dół w poszukiwaniu pożywienia.
Dom jest cichy i pusty.
Wyjmuję z lodówki jogurt, robię kawę (skoro już zeszłam, mogę się zdobyć na taki wysiłek) i wracam do swojego barłogu.
Powinnam robić coś konstruktywnego, zamiast tego piszę beznadziejną notkę o beznadziejnym początku kolejnego beznadziejnego dnia.
Deal with it, Triss.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz