Zauważyłam, że ostatnio z dnia na dzień coraz bardziej mierzi mnie nijakość.
Nie mam zdania na ten temat. Nie wiem, co chcę robić w przyszłości. Wyszłam za mąż, bo tak trzeba. Uczę się i dostaję piątki, ale w sumie nie wiem po co. Siedzę na garnuszku rodziców i tylko marudzę, zamiast zrobić coś ze swoim życiem. Podróże za granicę? A po co? Pracuję na najniższym szczeblu w korporacji i nie mam żadnych ambicji, żeby to zmienić. Nie chcę się wyróżniać. Nie chcę dyskutować (nie umiem argumentować), daj mi spokój. Wolę oglądać powtórki M jak Miłość zamiast zrobić coś nowego i poszerzyć swoje horyzonty. Określam siebie jako zwykłego człowieka. Grunt to się nie wychylać.
Trudno was nazwać nawet ludźmi. Dla mnie jesteście raczej czymś na kształt robaków pełzających przy ziemi, które można co najwyżej rozdeptać albo ominąć nie zauważywszy.
Czasem przeraża mnie, ile we mnie pogardy.
Ale zazwyczaj nawet mi z tym dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz