Dziś o mężczyznach słów kilka (a raczej w większości przypadków raczej chłopcach), jako że coraz częściej zauważam wśród moich znajomych tendencje typu "znajdź ty sobie faceta", "potrzebujesz miłości", "o, poznałaś kogoś nowego?! i co, będzie coś z tego?!".
Mam ochotę krzyknąć: faceta? Gdzie?!
Prawda jest taka, że dawno żadnego nie widziałam (tych, którzy mają dziewczyny, żony i inne zwierzęta domowe nie liczę).
Rozglądam się wokół i oto, co widzę: na ulicy mijają mnie rachityczni chłopcy o zapadniętych klatkach piersiowych, czubkiem głowy sięgając mi do nosa. Na twarzy sypie się dziewiczy wąs tudzież pozostaje ona całkowicie naga niczym dupa. Brudne adidasy, wystrzępione dżinsy, koszulki z głupawymi napisami. Chłopcy po (lub na) socjologii, zarządzaniu, administracji czy innym gównie bez pomysłu na siebie, na garnuszku mamusi, "niewiemcochcęrobić", "praca za 7zł/h mnie w pełni zadowala", "pracuję w Żabce i cieszę się, że w ogóle mam pracę". W czasie wolnym idą z kumplami na meczyk albo dyskotekę do popularnego studenckiego klubu, gdzie można wytańczyć się do chujowej muzyki w towarzystwie setki identycznych osób.
Przeciętność przeciętnością przeciętność pogania. I to nawet w środowiskach, które uważać by się chciały za oryginalne.
Metalowi chłopcy z tłustymi włosami, w powyciąganych koszulkach, którzy nadal łudzą się, że zostaną wielkimi muzykami, więc po co się wysilać na innych polach.
Smutni goci pogrążeni w gównianości swojej egzystencji, nie reprezentujący intelektualnie kompletnie nic, ale uważający, że już sam styl bycia nobilituje ich do zaliczania się do inteligentów.
Wieczne dzieci, które w wieku 20+ nadal żyją w świecie gier komputerowych i Gwiezdnych Wojen.
Trądzik, krzywe zęby z próchnicą, niedomyte paznokcie, rozpadające się buty.
I w końcu natykam się na kogoś, kto wydaje się prawie normalny - rozwijająca praca, szerokie horyzonty, porządny wygląd, ciekawe zainteresowania. Ale co z tego, skoro od dawna wiem, że dany osobnik ma stałe tendencje do zdradzania swoich kolejnych partnerek tudzież od czasu do czasu dawania im w twarz dla sportu?
Odnoszę nieustanne wrażenie bycia częścią jakiegoś skarlałego, niedorobionego pokolenia.
Dajcie mi więc wszyscy z tym święty spokój. Naprawdę.
Bardzo generalizujesz. I oceniasz na podstawie wyglądu to kim ktoś jest i czy ma pomysł na siebie?
OdpowiedzUsuńWbrew pozorom jak ktoś ma większe ambicje niż rozwielitka, to i socjologia i administracja dają możliwości. Właściwie, żeby zdobyć zadowalającą pracę wystarczy nie być debilem. I idąc Twoim tokiem myślenia... może oni pracują w tej (jakże upadlającej!) żabce, żeby zarobić na swoje beznadziejne i bezwartościowe studia? ;)
To, że ktoś nawet po 20-stce zapieprza w gry wideo i czyta komiksy itp. No cóż... to jest po prostu dobra zabawa, każdy w jakiś sposób spędza czas.
Jeśli generalizuję, to tylko dlatego, że z takimi ludźmi się stykam na co dzień.
UsuńNie przeczę, że i po socjologii i po administracji można mieć możliwości, jeśli się postara - wydawało mi się jednak, że wspomniałam wyraźnie, że mam na myśli osoby bez ambicji, które studiują "bo tak" i bawią się na koszt rodziców, by potem ze zdziwieniem odkryć, że nikt ich z pustym CV nie powita z otwartymi ramionami.
Praca w tej jakże upadlającej żabce, żeby zarobić na studia nie jest niczym złym, ale jeśli pracuje się w niej już PO studiach, to nie wróżę spektakularnego rozwoju kariery ;)
Gry wideo, komiksy i inne rozrywki są fajne, dopóki nie przesłaniają prawdziwego życia - niestety znam parę jednostek, które gotowe są nie przyjść do pracy tudzież zaniedbać inne zobowiązania, bo akurat jest "rajd" w WoWie.
To już uzależnienie jest, a nie "dziecinada" raczej.
OdpowiedzUsuń