Dzieją się fantastyczne rzeczy, cudowne rzeczy - rzeczy, które powinny mnie uszczęśliwiać. Dlaczego mimo to po policzkach ciekną łzy, a piersią wstrząsa szloch?
Dlaczego tak boli mnie fakt, że nie mogę mieć ciastka i zjeść ciastka? Dlaczego tak trudno mi zrezygnować z czegoś, co daje mi chwilowe, choć upojne szczęście na rzecz szczęścia (być może) długoterminowego? Czy z powodu owego być może?
Może po prostu boję się zaryzykować?
Czy bez ryzykowania można być szczęśliwym?
Jeszcze dzisiaj, spotkawszy koleżankę z podstawówki w autobusie, opowiadając jej o swoich planach na przyszłość, sama mówiłam: jak nie spróbuję, to się nie przekonam.
Szkopuł chyba w tym, że z każdą sekundą mam wrażenie, jakby kończył mi się czas.
Tik-tak. Tej chwili już nie będzie. Straciłaś okazję, Triss.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz