Czasem chodzą mi po głowie myśli. Myśli, które przeciętny człowiek uznałby pewnie za straszne i chore.
Myśli o zabijaniu. Nie takim zwykłym - żadnych strzałów w głowę, to byłoby za proste.
Noże. Igły. Miecze. Sztylety, tasaki, siekiery, topory, włócznie, kawałki szkła przecinające tętnice, krew na rękach, krew wszędzie. Igły wbijane przez oczy do mózgu, oczy wyjmowane z oczodołów łyżeczką, oczy przypalane wybielaczem, powieki sklejane szybkoschnącym klejem, powieki obcięte i oczy wystawione na wieczny żar słońca i suchość. Ileż ciekawych rzeczy można zrobić z oczami!
Ale o czym to ja... A, tak. Zabijanie.
Czasem wyobrażam sobie, jak otwieram czyjeś jeszcze żywe ciało i powoli zagłębiam rękę w gorące wnętrzności, czuję pulsowanie krwi w żyłach i bicie serca. W każdej chwili mogę zatrzymać jego rytm jednym ruchem i czuć, jak z ciała powoli ulatuje życie.
Czasem patrzę na całkiem obcego mi człowieka i zastanawiam się - a w jaki sposób zabiłabym jego? Jaka metoda byłaby najlepsza? Jaki sposób śmierci oddałby całą istotę tej osoby?
Czasem wydaje mi się, że pozbawienie kogoś życia i oddanie swojego w czyjeś ręce to ostateczny akt miłości. Największe oddanie, największe poświęcenie, największy dar zaufania. Proszę, oto moje serce, wbij w nie nóż, jeśli chcesz, poczuj moją krew na rękach kiedy we mnie wchodzisz - tylko wtedy będziesz miał mnie całą.
Czasem śni mi się, że faktycznie tak się staje. Budzę się wtedy z uczuciem niepokoju, ale też jakiegoś niedookreślonego spełnienia.
Czasem zastanawiam się, czy nie powinnam spróbować, jak to jest. W końcu jednak zawsze stwierdzam - nikt nie jest wart tego aktu z moich rąk.
czwartek, 16 maja 2013
środa, 15 maja 2013
Let the wind erase me
Ostatnio zapadam się coraz głębiej i głębiej w swoją mizantropię. Popadam w izolację - wychodzę, kiedy trzeba i wolę czytać książkę, oglądać seriale i prowadzić wirtualne rozmowy, niż widywać ludzi z krwi i kości. Mam wrażenie, że kiedy już wypełzam ze swojej jamy, żeby się z kimś spotkać, robię to tylko po to, żeby nie dać się zapomnieć, dać się napatrzeć na swoją gębę i mieć poczucie, że może ktoś jednak czasem mnie lubi. Potem sama uciekam, zamykam się, chowam pod kołdrą w bezpiecznej przestrzeni swojego łóżka - a jednak nadal gdzieś z tylu głowy tłucze się przerażona i ogłupiała jak złapana w klosz lampy ćma myśl - oni i tak zapomną, wrócą do domu i zajmą się swoimi sprawami i nikt nie poświęci ani sekundy myśleniu o tobie - jesteś dla nich tak nieważna jak dziwny sen, który wydaje się ciekawy zaraz po przebudzeniu, ale po godzinie i tak już nic z niego nie pamiętasz.
Prawdopodobnie nawet wszystkie te wyjazdy - na Śląsk, do Bolkowa, do Warszawy - służą tak naprawdę tylko temu: udowodnić sobie, że istnieję i że ktoś mnie zapamięta. Udowodnić sobie, że istnieję, bo biorę udział w jakichś wydarzeniach i nic mnie nie omija.Udowodnić sobie, że istnieję, bo sama czasem nie jestem tego pewna.
Paradoksalnie chyba najbardziej boję się samotności. Może dlatego próbuję się do niej przyzwyczajać - żeby nie wydawała się już tak straszna.
Prawdopodobnie nawet wszystkie te wyjazdy - na Śląsk, do Bolkowa, do Warszawy - służą tak naprawdę tylko temu: udowodnić sobie, że istnieję i że ktoś mnie zapamięta. Udowodnić sobie, że istnieję, bo biorę udział w jakichś wydarzeniach i nic mnie nie omija.Udowodnić sobie, że istnieję, bo sama czasem nie jestem tego pewna.
Paradoksalnie chyba najbardziej boję się samotności. Może dlatego próbuję się do niej przyzwyczajać - żeby nie wydawała się już tak straszna.
środa, 8 maja 2013
Querkraft
Męczący dzień, potrzebny masaż stóp, pleców, a najlepiej wszystkiego.
Skórzewo, Poznań, Skórzewo, Luboń, Poznań, Skórzewo... nawet postanowiłam wyjątkowo dać od siebie coś więcej niż niezbędne do przetrwania minimum.
Jestem zmęczona, ale jakoś tak dziwnie zadowolona z siebie - może w końcu jakiś trud się opłaci. Nawet stówa w dupę, którą zawdzięczam panom strażnikom wiejskim nie zepsuje mi humoru, co to to nie.
Piwo, kąpiel, do łóżka.
Tylko tego masażu brak.
Skórzewo, Poznań, Skórzewo, Luboń, Poznań, Skórzewo... nawet postanowiłam wyjątkowo dać od siebie coś więcej niż niezbędne do przetrwania minimum.
Jestem zmęczona, ale jakoś tak dziwnie zadowolona z siebie - może w końcu jakiś trud się opłaci. Nawet stówa w dupę, którą zawdzięczam panom strażnikom wiejskim nie zepsuje mi humoru, co to to nie.
Piwo, kąpiel, do łóżka.
Tylko tego masażu brak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)