- Szanuj ojca - syknęła mi do ucha babcia na odchodne. - Zachowuj się.
- Szkoda tylko, że ojciec nie szanuje nikogo. - Uśmiechnęłam się krzywo.
- Ale szanuje mnie i to wystarczy, na szacunek trzeba sobie zasłużyć, o! - wyjawiła mi prawdę objawioną.
- Otóż to, a on cały szacunek w moich oczach już stracił - chciałam odpowiedzieć, ale zamiast tego zasznurowałam usta i jak zwykle tylko coś mruknęłam.
Kiedyś naprawdę nie wytrzymam.
- Zapnij pas - powiedziałam do ojca, kiedy ruszaliśmy.
- Ha ha, ale po co - zaśmiał się.
Wizja tego, jak gwałtownie hamuję a on wypada przez przednią szybę prosto pod koła sprawiła, że naprawdę na moment się uśmiechnęłam.
Chyba mam skłonności do bycia niebezpieczną dla otoczenia.
Cóż, bywa.
piątek, 5 kwietnia 2013
środa, 3 kwietnia 2013
Imbecile, my idiot lover
Śniło mi się.
Jestem młodym mężczyzną na ekskluzywnym wieczorze kawalerskim. Siedzimy z przyjacielem na skórzanej kanapie w małym pomieszczeniu, czekamy na coś.
On wyciąga do mnie blister z tabletkami, "weź", mówi, "żebyś miał siły". Sam wyciska z niego sześć i połyka jednym haustem, popijając winem.
Patrzę na to niepewnie i w końcu decyduję się wziąć dwie, tak na pierwszy raz powinno wystarczyć.
Czekamy. Wino zaczyna przyjemnie szumieć w głowie. W końcu drewniane drzwi otwierają się i do środka wchodzi rudowłosa Triss w obcisłej sukience.
Patrzę na nią, i czuję jak narastająca wcześniej za sprawą tabletek erekcja powoli opada. Patrzę na te wylewające się spod sukienki zwały tłuszczu i wykrzywioną twarz i nagle opuszcza mnie ochota na cokolwiek.
Mój przyjaciel chyba widzi nagłą zmianę mojej miny, bo uśmiecha się i mówi: "nie to nie, będzie więcej dla mnie", po czym chwyta dziewczynę za rękę i ciągnie ją do drugiego pokoju.
"Nie to nie", myślę, "będzie więcej wina dla mnie."
Jestem młodym mężczyzną na ekskluzywnym wieczorze kawalerskim. Siedzimy z przyjacielem na skórzanej kanapie w małym pomieszczeniu, czekamy na coś.
On wyciąga do mnie blister z tabletkami, "weź", mówi, "żebyś miał siły". Sam wyciska z niego sześć i połyka jednym haustem, popijając winem.
Patrzę na to niepewnie i w końcu decyduję się wziąć dwie, tak na pierwszy raz powinno wystarczyć.
Czekamy. Wino zaczyna przyjemnie szumieć w głowie. W końcu drewniane drzwi otwierają się i do środka wchodzi rudowłosa Triss w obcisłej sukience.
Patrzę na nią, i czuję jak narastająca wcześniej za sprawą tabletek erekcja powoli opada. Patrzę na te wylewające się spod sukienki zwały tłuszczu i wykrzywioną twarz i nagle opuszcza mnie ochota na cokolwiek.
Mój przyjaciel chyba widzi nagłą zmianę mojej miny, bo uśmiecha się i mówi: "nie to nie, będzie więcej dla mnie", po czym chwyta dziewczynę za rękę i ciągnie ją do drugiego pokoju.
"Nie to nie", myślę, "będzie więcej wina dla mnie."
Defenestration
Surrealistyczne uczucie, kiedy pijana studentka medycyny maca twoją wątrobę, by po chwili stwierdzić, że na razie nie wygląda to na marskość ani obrzęk.
Chwile takie jak ta powodują nagłe uświadomienie sobie swojej fizyczności, sprowadzenia do poziomu organów, tkanek, komórek, płynów ustrojowych.
Stoję obok i patrzę na siebie - zadymione płuca, zatruta alkoholem i lekami wątroba, nawet serce jakieś dziwne i słabe.
A w środku tego całego gówna, którego pewnie nie przyjąłby nawet żaden szanujący się transplantolog, połamana i potłuczona ja, niedoskonały szkodnik drążący niedoskonałą ziemię ciała i krwi.
Rozbijam się o kolejne niewidzialne ściany nienawiści,
nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę
Subskrybuj:
Posty (Atom)