wtorek, 25 czerwca 2013

Broken harp

Po raz kolejny sprawdza się porzekadło, że mając miękkie serce należy mieć twardą dupę do kopania.
Czasem się zastanawiam - czy gdybym umiała odrzucić te wszystkie dylematy moralne, skrupuły, troskę o cudze życia - miałabym to, czego pragnę? A może wręcz przeciwnie - zostałabym wtedy całkiem sama, albo otoczona tylko tak samo podłymi i fałszywymi ludźmi jak ja?
Co gorsze?
Czasem wydaje mi się, że to tak naprawdę żadna różnica.

niedziela, 16 czerwca 2013

I can kill you so easily

Dziś o mężczyznach słów kilka (a raczej w większości przypadków raczej chłopcach), jako że coraz częściej zauważam wśród moich znajomych tendencje typu "znajdź ty sobie faceta", "potrzebujesz miłości", "o, poznałaś kogoś nowego?! i co, będzie coś z tego?!".
Mam ochotę krzyknąć: faceta? Gdzie?!
Prawda jest taka, że dawno żadnego nie widziałam (tych, którzy mają dziewczyny, żony i inne zwierzęta domowe nie liczę).
Rozglądam się wokół i oto, co widzę: na ulicy mijają mnie rachityczni chłopcy o zapadniętych klatkach piersiowych, czubkiem głowy sięgając mi do nosa. Na twarzy sypie się dziewiczy wąs tudzież pozostaje ona całkowicie naga niczym dupa. Brudne adidasy, wystrzępione dżinsy, koszulki z głupawymi napisami. Chłopcy po (lub na) socjologii, zarządzaniu, administracji czy innym gównie bez pomysłu na siebie, na garnuszku mamusi, "niewiemcochcęrobić", "praca za 7zł/h mnie w pełni zadowala", "pracuję w Żabce i cieszę się, że w ogóle mam pracę". W czasie wolnym idą z kumplami na meczyk albo dyskotekę do popularnego studenckiego klubu, gdzie można wytańczyć się do chujowej muzyki w towarzystwie setki identycznych osób.
Przeciętność przeciętnością przeciętność pogania. I to nawet w środowiskach, które uważać by się chciały za oryginalne.
Metalowi chłopcy z tłustymi włosami, w powyciąganych koszulkach, którzy nadal łudzą się, że zostaną wielkimi muzykami, więc po co się wysilać na innych polach.
Smutni goci pogrążeni w gównianości swojej egzystencji, nie reprezentujący intelektualnie kompletnie nic, ale uważający, że już sam styl bycia nobilituje ich do zaliczania się do inteligentów.
Wieczne dzieci, które w wieku 20+ nadal żyją w świecie gier komputerowych i Gwiezdnych Wojen.
Trądzik, krzywe zęby z próchnicą, niedomyte paznokcie, rozpadające się buty.
I w końcu natykam się na kogoś, kto wydaje się prawie normalny - rozwijająca praca, szerokie horyzonty, porządny wygląd, ciekawe zainteresowania. Ale co z tego, skoro od dawna wiem, że dany osobnik ma stałe tendencje do zdradzania swoich kolejnych partnerek tudzież od czasu do czasu dawania im w twarz dla sportu?
Odnoszę nieustanne wrażenie bycia częścią jakiegoś skarlałego, niedorobionego pokolenia.
Dajcie mi więc wszyscy z tym święty spokój. Naprawdę.

środa, 12 czerwca 2013

Obscura

Adrenalina, kofeina, glukoza. Serce pompuje pobudzające substancje w szaleńczym tempie, tętno rośnie, puls przyspiesza. Czarne niebo, gwiazdy. Wokół drzewa.
Przejeżdżamy przez leżące w poprzek drogi sarnie truchło, zakrwawione i rozjechane już bóg-raczy-wiedzieć ile razy. Z mojego gardła wydobywa się cichy jęk, zakrywam usta dłonią.
Wyobrażam sobie, jak cząsteczki krwi wnikają w rowki między oponami, jak ciągniemy doczesne szczątki biednego zwierzęcia przez całą drogę do Poznania przyklejoną do kół, wżartą w podwozie.
Miałabym ochotę zatrzymać się, wysiąść i przyjrzeć się dobrze.
Miałabym ochotę tego nie widzieć.
Przez resztę trasy patrzę z odrobiną lęku na drogę, wyobrażając sobie, jak z lasu wyskakuje kolejne zwierzę, by zginąć tym razem pod naszymi kołami.
Zamykam oczy.
Wszechświat wydaje się tej nocy jakiś inny.

niedziela, 9 czerwca 2013

¿Porque te vas?

Nienawidzę tych chwil, kiedy budzę się przerażona z kolejnego koszmarnego snu, z dojmującym poczuciem pustki i paraliżującą myślą: dla nikogo nie jesteś najważniejsza, jesteś tylko dodatkiem, w końcu i tak zapomną.

piątek, 7 czerwca 2013

Omne ensis impera

Zauważyłam, że ostatnio z dnia na dzień coraz bardziej mierzi mnie nijakość.
Nie mam zdania na ten temat. Nie wiem, co chcę robić w przyszłości. Wyszłam za mąż, bo tak trzeba. Uczę się i dostaję piątki, ale w sumie nie wiem po co. Siedzę na garnuszku rodziców i tylko marudzę, zamiast zrobić coś ze swoim życiem. Podróże za granicę? A po co? Pracuję na najniższym szczeblu w korporacji i nie mam żadnych ambicji, żeby to zmienić. Nie chcę się wyróżniać. Nie chcę dyskutować (nie umiem argumentować), daj mi spokój. Wolę oglądać powtórki M jak Miłość zamiast zrobić coś nowego i poszerzyć swoje horyzonty. Określam siebie jako zwykłego człowieka. Grunt to się nie wychylać. 
Trudno was nazwać nawet ludźmi. Dla mnie jesteście raczej czymś na kształt robaków pełzających przy ziemi, które można co najwyżej rozdeptać albo ominąć nie zauważywszy. 
Czasem przeraża mnie, ile we mnie pogardy.
Ale zazwyczaj nawet mi z tym dobrze.

czwartek, 6 czerwca 2013

I know you're fucking someone else

Napisać i wydać dobrą książkę. kiedyś
Po to, żeby móc na pierwszej stronie napisać: dziękuję X i Y, że nigdy nie pozwolili mi stracić nadziei na reanimację mojej Muzy, nawet kiedy kwiliłam już nad jej zmasakrowanymi, zgwałconymi, ponownie zmasakrowanymi i ponownie zgwałconymi przybitymi do ściany zwłokami z flakami na wierzchu, bez widoków na choćby cień szansy wykaraskania jej z tego paskudnego stanu.
I dziękuję Z za doprowadzenie mojej Muzy do takiego stanu, bo dzięki temu będzie mogła powstać jeszcze lepsza, dojrzalsza i doskonalsza, by wreszcie szeptać mi do ucha prawdziwe Słowa.
Że jakaś sfrustrowana klacz z syndromem niedopchnięcia miałaby odebrać mi coś tak cennego? Niedoczekanie i na pohybel!

środa, 5 czerwca 2013

Coma White

Budzę się z trudem, choć najchętniej jeszcze bym pospała. Obok cicho pochrapuje kot, zakrywając pyszczek łapą w ochronie przed światłem. W głowie lekko ćmi tępy ból, utrzymujący się już od trzech dni - może to ciśnienie, może to pogoda, może to fakt, że od kilku dni w ogóle nie piję.
Włączam komputer i przez parę chwil bezmyślnie przeglądam różne strony. Zjadłabym coś, ale nie chce mi się schodzić na dół. Zaczekam, aż lekkie uczucie głodu przejdzie w intensywne ssanie w żołądku.
Najpierw śniadanie z tabletek. Jedna na szczęście, jedna na piękno, jedna na życie. Ot, wszystko w pigułce.
Powinnam przejrzeć artykuł, z którego będę dzisiaj przepytywać uczennicę na korepetycjach, nie mogę się jednak za to zabrać.
W końcu coraz bardziej odczuwalna pustka w żołądku skłania mnie do wstania z łóżka i udania się na dół w poszukiwaniu pożywienia.
Dom jest cichy i pusty.
Wyjmuję z lodówki jogurt, robię kawę (skoro już zeszłam, mogę się zdobyć na taki wysiłek) i wracam do swojego barłogu.
Powinnam robić coś konstruktywnego, zamiast tego piszę beznadziejną notkę o beznadziejnym początku kolejnego beznadziejnego dnia.
Deal with it, Triss.