wtorek, 13 sierpnia 2013

Sans logique

Moje łzy są tylko wirtualne, wiem, że nie znaczą tyle, co jej prawdziwe łzy, H2O, NaCl.

Udaję, że odpoczywam. Miasto lśni w dole tysiącem świateł. Wokół tylko cykady i szum nawadniania trawnika, jakaś ćma leci do światła, jakiś szerszeń zagubił się za oknem, dopijam Colli Vincentini i udaję, że wcale nie jestem samotna jak chuj, bo przecież nawet palec ma czterech towarzyszy u dłoni, rozpustnik jeden.

Chciałabym wiedzieć, co robić, ale tak naprawdę miotam się jak nietoperz, który nie ma o co odbijać swoich ultradźwięków.

Czuję się taka mała. Jestem pyłkiem na wietrze. Pyłkiem, który kiedyś może dać początek całkiem nowej roślinie - musi tylko paść na żyzny grunt.
Przyjmiesz mnie? Zrobisz mi miejsce?
Czy mam polecieć dalej, gubiąc się na wietrze i ciągle naiwnie wierząc, że gdzieś dolecę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz