poniedziałek, 29 kwietnia 2013

The torture detachment

Wstaję rano, robię tłumaczenie, kończę tłumaczenie, dostaję nowe tłumaczenie, pół dnia walczę z oprogramowaniem, szybki obiad, jeden odcinek serialu, zadanie domowe, "nie, dziewczyny, sorry, nie przyjdę na piwo bo się nie wyrobię".
Wieczór, odgłos otwieranych drzwi wejściowych, kroki na schodach: "a ty znowu w tym laptopie, cały dzień siedzisz i nic nie robisz".

Żyć nie umierać, dziękuję, mamo, za codziennie poprawianie mojego poczucia własnej wartości i motywowanie do dalszego starania.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Bulletproof

Chyba powoli zaczynam sobie w minimalnym stopniu uświadamiać własną wartość.
Poszczególne osoby i wydarzenia w moim życiu pokazują mi, że nie jestem jednak aż takim śmieciem, za jakiego się miałam i że nie należy dłużej szukać sobie wśród śmieci towarzystwa, bo pociągnie mnie to na dno, od którego ledwo się odbiłam.
Jestem zdolna zdobywać złote góry, muszę tylko dać z siebie więcej niż to minimum.
Wszystko jest w zasięgu ręki, mojej ręki, wystarczy wstać z klęczek na nogi i po to sięgnąć.
Dziękuję ci, przyjacielu, że starasz się uświadomić mi to każdego dnia. Bez ciebie pewnie dawno bym się poddała.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Anti-Ordinary

Każdy dzień dokładnie taki sam. Wstajesz, idziesz na zajęcia, potem pracujesz, coś tam poczytasz, obejrzysz i spać.
Następnego dnia to samo.
I to samo.
I to samo.
Codzienne kontakty z ludźmi, z którymi się widujesz, tylko utwierdzają cię w przekonaniu, że tak naprawdę nikogo z nich na dłuższą metę nie obchodzisz, jesteś w ich życiu tylko przejazdem, zaraz o tobie zapomną.
Mam ochotę wyjść na ulicę tak jak stoję, w letniej sukience i bez butów i zobaczyć, co się wydarzy - może wreszcie udałoby mi się poczuć, że mi samej w jakimś stopniu zależy, że nie jest mi już tak całkiem obojętne, co się ze mną zdarzy.

Robię sobie sama prezenty.
Proszę, Triss, to dla ciebie.
Dziękuję, Triss, to bardzo miło, że o mnie pomyślałaś.

Dziwaczeję w tych czterech ścianach, potrzeba mi wyjazdu, gdzieś daleko, daleko, daleko, daleko

niedziela, 21 kwietnia 2013

Hate me

Liczba osób, które mnie nienawidzą rośnie wprost proporcjonalnie do ilości czasu, jaki spędzam z ludźmi. A powinna być prawdopodobnie jeszcze większa.
Widocznie samo moje istnienie to już za wielka obraza dla wszechświata, który coraz częściej szuka okazji na pokazanie mi, że powinnam siedzieć w izolacji, żeby nikomu nie działa się krzywda.

Wstyd miesza się z szokiem, szok miesza się z niedowierzaniem, niedowierzanie miesza się z żalem, żal miesza się z jeszcze większym wstydem.
Gdziekolwiek się pojawię, jest źle.
Gdziekolwiek się pojawię, coś się pierdoli.

Nie mam siły.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Salain

Czasem myślę, że coś mi odebrano. Nie wiem kiedy i nie wiem co. To takie uczucie, jakbyś stał w zatłoczonym tramwaju i nagle poczuł brak znajomego ciężaru w kieszeni, ale nie miał ani skrawka miejsca, żeby włożyć do środka rękę i sprawdzić, czego brakuje.

Niestety nie ma części zamiennych do Triss.
A może są? Gdybym tylko wiedziała, czego szukać, byłoby łatwiej.

Czasem myślę, że nic nie utraciłam - po prostu nigdy tego nie miałam i nigdy nie będzie mi dane tego mieć.
Muszę nauczyć się żyć bez tego.

Chyba w tym tkwi któreś z kolei już sedno - nie pozwolę się otworzyć, bo każdy, kto zauważy brakujący w maszynerii trybik, wybierze kompletny egzemplarz.
Proste i logiczne.

niedziela, 14 kwietnia 2013

The fine art of poisoning

Obudziłam się dziś w wyjątkowo dobrym nastroju - słońce chyba naprawdę daje mi wręcz fizyczną siłę do życia. Wampir słoneczny - oto, czym jestem.

Abstrahując, chyba powoli udaje mi się uświadomić sobie, że naprawdę są ludzie, którzy mnie lubią i jest to pocieszające, mimo to wciąż zabiegam o więcej uwagi i dowodów uznania - chyba zawsze będzie mi mało.

Wczoraj udało się nawet spędzić miły dzień bez żadnej rodzinnej kłótni. Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz zdarzyło się coś takiego. Musiało to być wiele lat temu.

Czego mi brakuje do pełni szczęścia? Chyba braku poczucia, że jak jest wyjątkowo dobrze, to dla równowagi zaraz coś musi się efektownie spierdolić.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Jaszczurka

Chciałam dzisiaj coś napisać, ale chyba wena opuściła mnie już na dobre. 
Oddaję więc głos Pati Yang i gaszę światło.


sobota, 6 kwietnia 2013

Isolated

Najgorsza jest chyba obojętność.
Chcesz iść na spacer? Mogę chcieć...
Chcesz coś zjeść? Mogę chcieć...
Chcesz potańczyć? Mogę chcieć...
Chcesz pogadać? Mogę chcieć...
Chcesz tatuaż? Mogę chcieć...
Chcesz pograć w bierki? Mogę chcieć...
Chcesz się pieprzyć? Mogę chcieć...
Chcesz umrzeć? Mogę chcieć...

Na dobrą sprawę odpowiedź brzmi: jest mi wszystko jedno, niech ktoś zdecyduje za mnie.
Chyba powinnam odstawić leki, bo zaczynam obrastać jakąś zrogowaciałą skorupą i niedługo w ogóle przestanę przypominać człowieka i zamienię się w dajcie-mi-święty-spokój i trzeba będzie wideł, żeby się dobrać do środka - o ile coś z niego zostanie.

Trochę brak sił.
A trochę jednak wszystko mi jedno.
W sumie co z tego. Obrosnę skorupą. Chyba, że ktoś zdecyduje za mnie inaczej.

piątek, 5 kwietnia 2013

loud and clear

- Szanuj ojca - syknęła mi do ucha babcia na odchodne. - Zachowuj się.
- Szkoda tylko, że ojciec nie szanuje nikogo. - Uśmiechnęłam się krzywo.
- Ale szanuje mnie i to wystarczy, na szacunek trzeba sobie zasłużyć, o! - wyjawiła mi prawdę objawioną.
- Otóż to, a on cały szacunek w moich oczach już stracił - chciałam odpowiedzieć, ale zamiast tego zasznurowałam usta i jak zwykle tylko coś mruknęłam.
Kiedyś naprawdę nie wytrzymam.
- Zapnij pas - powiedziałam do ojca, kiedy ruszaliśmy.
- Ha ha, ale po co - zaśmiał się.
Wizja tego, jak gwałtownie hamuję a on wypada przez przednią szybę prosto pod koła sprawiła, że naprawdę na moment się uśmiechnęłam.
Chyba mam skłonności do bycia niebezpieczną dla otoczenia.
Cóż, bywa.

środa, 3 kwietnia 2013

Imbecile, my idiot lover

Śniło mi się.
Jestem młodym mężczyzną na ekskluzywnym wieczorze kawalerskim. Siedzimy z przyjacielem na skórzanej kanapie w małym pomieszczeniu, czekamy na coś.
On wyciąga do mnie blister z tabletkami, "weź", mówi, "żebyś miał siły". Sam wyciska z niego sześć i połyka jednym haustem, popijając winem.
Patrzę na to niepewnie i w końcu decyduję się wziąć dwie, tak na pierwszy raz powinno wystarczyć.
Czekamy. Wino zaczyna przyjemnie szumieć w głowie. W końcu drewniane drzwi otwierają się i do środka wchodzi rudowłosa Triss w obcisłej sukience.
Patrzę na nią, i czuję jak narastająca wcześniej za sprawą tabletek erekcja powoli opada. Patrzę na te wylewające się spod sukienki zwały tłuszczu i wykrzywioną twarz i nagle opuszcza mnie ochota na cokolwiek.
Mój przyjaciel chyba widzi nagłą zmianę mojej miny, bo uśmiecha się i mówi: "nie to nie, będzie więcej dla mnie", po czym chwyta dziewczynę za rękę i ciągnie ją do drugiego pokoju.
"Nie to nie", myślę, "będzie więcej wina dla mnie."

Defenestration

Surrealistyczne uczucie, kiedy pijana studentka medycyny maca twoją wątrobę, by po chwili stwierdzić, że na razie nie wygląda to na marskość ani obrzęk. Chwile takie jak ta powodują nagłe uświadomienie sobie swojej fizyczności, sprowadzenia do poziomu organów, tkanek, komórek, płynów ustrojowych. Stoję obok i patrzę na siebie - zadymione płuca, zatruta alkoholem i lekami wątroba, nawet serce jakieś dziwne i słabe. A w środku tego całego gówna, którego pewnie nie przyjąłby nawet żaden szanujący się transplantolog, połamana i potłuczona ja, niedoskonały szkodnik drążący niedoskonałą ziemię ciała i krwi. Rozbijam się o kolejne niewidzialne ściany nienawiści, nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę