Wstaję rano, robię tłumaczenie, kończę tłumaczenie, dostaję nowe tłumaczenie, pół dnia walczę z oprogramowaniem, szybki obiad, jeden odcinek serialu, zadanie domowe, "nie, dziewczyny, sorry, nie przyjdę na piwo bo się nie wyrobię".
Wieczór, odgłos otwieranych drzwi wejściowych, kroki na schodach: "a ty znowu w tym laptopie, cały dzień siedzisz i nic nie robisz".
Żyć nie umierać, dziękuję, mamo, za codziennie poprawianie mojego poczucia własnej wartości i motywowanie do dalszego starania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz