Liczba osób, które mnie nienawidzą rośnie wprost proporcjonalnie do ilości czasu, jaki spędzam z ludźmi. A powinna być prawdopodobnie jeszcze większa.
Widocznie samo moje istnienie to już za wielka obraza dla wszechświata, który coraz częściej szuka okazji na pokazanie mi, że powinnam siedzieć w izolacji, żeby nikomu nie działa się krzywda.
Wstyd miesza się z szokiem, szok miesza się z niedowierzaniem, niedowierzanie miesza się z żalem, żal miesza się z jeszcze większym wstydem.
Gdziekolwiek się pojawię, jest źle.
Gdziekolwiek się pojawię, coś się pierdoli.
Nie mam siły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz