Nienawidzę zimy.
Budzę się i po czterech godzinach robi się ciemno. Nie zostało już nic z dnia - pozostaje tylko położyć się i czekać na śmierć.
Odechciewa się czegokolwiek.
Po letniej beztrosce pozostaje tylko odległe wspomnienie.
Bez ciepłych pocałunków słońca na mojej twarzy czuję się beznadziejnie samotnie.
Świat zamarza, a mimo to nadal nie jesteśmy w Krainie Lodu, w świecie logiki "tak-nie".
Nie można stwierdzić z całą pewnością: kocha albo nie kocha, chce albo nie chce, uda się albo nie uda się. Wiszę w przestrzeni rzeczy niedokonanych, tego, co może być, ale czego nie ma, miliony możliwości - żadna nie istnieje, dopóki nie stanie się teraźniejszością.
Nienawidzę zimy, naprawdę. Szczerze i z całego serca. Gdyby była osobą, znęcałabym się nad nią tak długo, aż nie miałabym pewności, że już nigdy nie wróci. Chyba brak możliwości uczynienia tego frustruje jeszcze bardziej.
Słońce - chyba jedyne, co kocham na tym świecie prawdziwie, bezapelacyjnie i całą sobą, znika. Będę trząść się z zimna w pełnej ludzi sali, a jednak samotnie, i wspominać czas, kiedy wszystko było obiecujące, słodkie i cudowne.
wtorek, 12 listopada 2013
poniedziałek, 28 października 2013
Consolation
W związku z nadchodzącym "świętem" coraz bardziej (jak zresztą co roku w tym okresie) rzuca mi się przedziwny kult i przywiązanie do szczątek doczesnych.
Przyznam, że jest mi to całkowicie obce i zdaje się dziwacznym - ustają funkcje mózgu, koniec, nie ma człowieka. Tymczasem coraz częściej słyszę wokół siebie teksty o zafundowaniu dziadkowi nowego pomnika, bo stary taki brzydki, że aż wstyd, o przeniesieniu jakiemuś krewnemu grobu w lepszą (sic!) część cmentarza - jak również z drugiej strony o tym, gdzie kto chce zostać pochowany i co chce mieć napisane na nagrobku. Seriously?
Rozumiem (no dobra, prawie) oczywiście, że niektórzy wierzą w jakieś życie pozagrobowe, nieba, piekła, zombie zmartwychwstania - ale czy naprawdę ludziom wydaje się, że udręczona w piekle tudzież radująca się niebiańskimi rozkoszami dusza poświęci chociaż jedną myśl (czy można myśleć bez mózgu?) temu, gdzie spoczywają jej stare kości i rozkładające się mięso? Czy po dostąpieniu oświecenia takie przyziemne sprawy nadal mają znaczenie?
Samo ciśnie się na usta - to dla żywych ta cała szopka, dla pocieszenia, dla wytłumaczenia sobie tego, czego umysł nie ogarnia, dla zabłyśnięcia w oczach rodziny i sąsiadów. Na to wydawane są grube pieniądze - na wytwór fanaberii, na chęć pokazania się, na zagłuszenie wyrzutów sumienia - skoro byłem dla dziadka niedobry dla życia, to jebnę mu pomnik, niech ma.
Wracając jeszcze do wiary w zmartwychwstanie - podobno niektórzy katolicy są przeciwni kremacji, bo wtedy nie będą mogli zostać ożywieńcami. Czy jednak dla ich wszechmogącego boga to naprawdę taka wielka różnica, czy tworzy na nowo człowieka z prochów, czy dorabia na nowo tkanki do wysuszonych kości? Czy może umarli wstaną z grobów w tej właśnie postaci, w jakiej akurat się znajdują - jako nagie szkielety, gnijące mięso, zarobaczone resztki? Urocza wizja.
Przyznam, że jest mi to całkowicie obce i zdaje się dziwacznym - ustają funkcje mózgu, koniec, nie ma człowieka. Tymczasem coraz częściej słyszę wokół siebie teksty o zafundowaniu dziadkowi nowego pomnika, bo stary taki brzydki, że aż wstyd, o przeniesieniu jakiemuś krewnemu grobu w lepszą (sic!) część cmentarza - jak również z drugiej strony o tym, gdzie kto chce zostać pochowany i co chce mieć napisane na nagrobku. Seriously?
Rozumiem (no dobra, prawie) oczywiście, że niektórzy wierzą w jakieś życie pozagrobowe, nieba, piekła, zombie zmartwychwstania - ale czy naprawdę ludziom wydaje się, że udręczona w piekle tudzież radująca się niebiańskimi rozkoszami dusza poświęci chociaż jedną myśl (czy można myśleć bez mózgu?) temu, gdzie spoczywają jej stare kości i rozkładające się mięso? Czy po dostąpieniu oświecenia takie przyziemne sprawy nadal mają znaczenie?
Samo ciśnie się na usta - to dla żywych ta cała szopka, dla pocieszenia, dla wytłumaczenia sobie tego, czego umysł nie ogarnia, dla zabłyśnięcia w oczach rodziny i sąsiadów. Na to wydawane są grube pieniądze - na wytwór fanaberii, na chęć pokazania się, na zagłuszenie wyrzutów sumienia - skoro byłem dla dziadka niedobry dla życia, to jebnę mu pomnik, niech ma.
Wracając jeszcze do wiary w zmartwychwstanie - podobno niektórzy katolicy są przeciwni kremacji, bo wtedy nie będą mogli zostać ożywieńcami. Czy jednak dla ich wszechmogącego boga to naprawdę taka wielka różnica, czy tworzy na nowo człowieka z prochów, czy dorabia na nowo tkanki do wysuszonych kości? Czy może umarli wstaną z grobów w tej właśnie postaci, w jakiej akurat się znajdują - jako nagie szkielety, gnijące mięso, zarobaczone resztki? Urocza wizja.
wtorek, 22 października 2013
Slowmotion apocalypse
Pamiętasz, jak byłyśmy (nie, nie użyję słowa "młode", nadal jesteśmy młode) już prawie dorosłymi nastolatkami o głowach wypełnionych najbardziej szalonymi marzeniami i pomysłami? Warszawa, Creazzo, Paryż, wszystko leżało u naszych stóp, chodziłyśmy po ulicach jak władczynie świata, złośliwie komentując rzeczywistość i wyśmiewając napotykane zjawiska. Zaglądałyśmy mijanym mężczyznom głęboko w oczy i wiedziałyśmy, że każdy może być nasz; rechotałyśmy, kiedy zapatrzeni na nas, speszeni tym wzrokiem potykali się o własne nogi. Byłyśmy niezniszczalne i dopóki byłyśmy razem, nic nie mogło nas dotknąć - nic, poza demonami tkwiącymi w nas samych, ale po to miałyśmy przecież siebie nawzajem.
A teraz zagryzamy zęby z frustracji i osuwamy się powoli coraz bardziej w nasze własne małe stany zawieszenia. Płaczemy, bo kochamy zbyt mocno, płaczemy, bo zżera nas ambicja zbyt wielka na nasze siły, płaczemy, bo coraz mniej rozumiemy, co dzieje się wokół i mimo że otoczone tysiącem ludźmi, mimo że nadal mające siebie nawzajem - z dnia na dzień stajemy się coraz bardziej samotne.
Trudno powiedzieć, co się tak naprawdę zdarzyło. Czy to, że nasze ścieżki lekko się rozeszły, przestały iść razem, a zaczęły obok siebie, często znacznie się rozgałęziając? Czy to przez moje straszliwe błędy (mało brakowało, żeby stały się nie do naprawienia) uciekasz coraz bardziej w swoją sztukę, a ja w swoje wymyślone światy?
Jedno jest pewne - zniknął gdzieś niezniszczalny pancerz chroniący nas przed syfem świata, stałyśmy się pozbawionymi muszli małżami rozpaczliwie próbującymi trzymać się dna, kiedy prądy i drapieżniki usilnie starają się porwać je w odmęty oceanu.
A teraz zagryzamy zęby z frustracji i osuwamy się powoli coraz bardziej w nasze własne małe stany zawieszenia. Płaczemy, bo kochamy zbyt mocno, płaczemy, bo zżera nas ambicja zbyt wielka na nasze siły, płaczemy, bo coraz mniej rozumiemy, co dzieje się wokół i mimo że otoczone tysiącem ludźmi, mimo że nadal mające siebie nawzajem - z dnia na dzień stajemy się coraz bardziej samotne.
Trudno powiedzieć, co się tak naprawdę zdarzyło. Czy to, że nasze ścieżki lekko się rozeszły, przestały iść razem, a zaczęły obok siebie, często znacznie się rozgałęziając? Czy to przez moje straszliwe błędy (mało brakowało, żeby stały się nie do naprawienia) uciekasz coraz bardziej w swoją sztukę, a ja w swoje wymyślone światy?
Jedno jest pewne - zniknął gdzieś niezniszczalny pancerz chroniący nas przed syfem świata, stałyśmy się pozbawionymi muszli małżami rozpaczliwie próbującymi trzymać się dna, kiedy prądy i drapieżniki usilnie starają się porwać je w odmęty oceanu.
czwartek, 17 października 2013
The hardest to let go
Jestem straszna, jestem okropna, jestem podła.
Widzę, jaki wpływ to wszystko ma na Ciebie, a mimo to sama jeszcze Ci dokładam.
Nie mam z kim innym o tym porozmawiać, nie w taki sposób.
Ale postaram się powstrzymać. Miałam być małą iskierką radości, nie kolejnym jarzmem.
Widzę, jaki wpływ to wszystko ma na Ciebie, a mimo to sama jeszcze Ci dokładam.
Nie mam z kim innym o tym porozmawiać, nie w taki sposób.
Ale postaram się powstrzymać. Miałam być małą iskierką radości, nie kolejnym jarzmem.
środa, 16 października 2013
czwartek, 10 października 2013
Bachelorette
Zastanawiałam się, skąd we mnie tyle lęku, nerwów, strachu i niepewności. Kiedyś byłam nietykalna - mogło się walić i palić, a ja pozostawałam niewzruszona niczym głaz - cokolwiek się nie działo, zawsze była na to gotowa odpowiedź: nie mam już na to wpływu, nie ma sensu się przejmować, chuj z tym.
Doszłam do wniosku, że nie chcę do tego wracać. Było łatwiej, to prawda. Ale był to czas prawie całkowitej stagnacji - bawimy się i marnujemy czas. Umiałam pogodzić się z myślą, że mogę skończyć pod jakimś mostem z brudną igłą w żyle - w przypadku artystów to chyba nawet nikogo nie dziwi. Dryfując na morzu możliwości, dawałam się rzucać falom gdziekolwiekbądź, bez żadnego planu, bez żadnej kontroli.
Swoista rezygnacja, jakaś doza cynizmu - i tak się nie uda, marzenia się nie spełniają, po co się martwić.
Co stało się po drodze? Tak naprawdę nie mam pojęcia - pewnie był to jakiś proces, może konkretne wydarzenie. W efekcie każdy dzień to walka z nerwami i lękami.
Myślałam, że to straszne, ale... chyba wolę to niż popadanie w gnuśność i obojętność. Lęk jest znakiem, że mi zależy, lęk jest motywatorem, lęk jest mobilizacją.
Mam dla kogo stawać się doskonałą. Będę walczyć.
Doszłam do wniosku, że nie chcę do tego wracać. Było łatwiej, to prawda. Ale był to czas prawie całkowitej stagnacji - bawimy się i marnujemy czas. Umiałam pogodzić się z myślą, że mogę skończyć pod jakimś mostem z brudną igłą w żyle - w przypadku artystów to chyba nawet nikogo nie dziwi. Dryfując na morzu możliwości, dawałam się rzucać falom gdziekolwiekbądź, bez żadnego planu, bez żadnej kontroli.
Swoista rezygnacja, jakaś doza cynizmu - i tak się nie uda, marzenia się nie spełniają, po co się martwić.
Co stało się po drodze? Tak naprawdę nie mam pojęcia - pewnie był to jakiś proces, może konkretne wydarzenie. W efekcie każdy dzień to walka z nerwami i lękami.
Myślałam, że to straszne, ale... chyba wolę to niż popadanie w gnuśność i obojętność. Lęk jest znakiem, że mi zależy, lęk jest motywatorem, lęk jest mobilizacją.
Mam dla kogo stawać się doskonałą. Będę walczyć.
środa, 18 września 2013
Carbon
Wydaje mi się, że mój główny błąd w podejściu do ludzi polega na tym, że wierzę, że wszyscy z natury są "dobrzy". Że kiedy widzę jedną pozytywną cechę, od razu przypisuję jednostce szereg innych zalet.
Jak ktoś jest inteligentny, na pewno postąpi słusznie i dokona sprawiedliwego wyboru.
Jak ktoś jest uczciwy, na pewno jest oczytany i interesujący.
Jak ktoś lubi koty, mogę go wpuścić do mojego domu.
Czasem trudno przyzwyczaić się do tego, że rzeczywistość okazuje się inna niż wyobrażenia.
Cóż, wygląda na to, że jestem w jakiś tam sposób nieprzystosowana do życia w społeczeństwie. Czy ktoś mógłby mnie tego nauczyć?
Jak ktoś jest inteligentny, na pewno postąpi słusznie i dokona sprawiedliwego wyboru.
Jak ktoś jest uczciwy, na pewno jest oczytany i interesujący.
Jak ktoś lubi koty, mogę go wpuścić do mojego domu.
Czasem trudno przyzwyczaić się do tego, że rzeczywistość okazuje się inna niż wyobrażenia.
Cóż, wygląda na to, że jestem w jakiś tam sposób nieprzystosowana do życia w społeczeństwie. Czy ktoś mógłby mnie tego nauczyć?
poniedziałek, 9 września 2013
***
codziennie
sekuję moje ciało
wszystkie wnętrzności
wyjmuję i oglądam
oddzielnie układam
pragnienie
tęsknotę
ból
doskonale apolityczna
aspołeczna
siedzę w kucki
nad stosem mięsa
segreguję
jak rzeźnik w jatce
pragnienie
tęsknotę
ból
sekuję moje ciało
wszystkie wnętrzności
wyjmuję i oglądam
oddzielnie układam
pragnienie
tęsknotę
ból
doskonale apolityczna
aspołeczna
siedzę w kucki
nad stosem mięsa
segreguję
jak rzeźnik w jatce
pragnienie
tęsknotę
ból
Halina Poświatowska
sobota, 31 sierpnia 2013
Chaostar
Patrzę na gwiazdę jak na obietnicę.
Osiem dróg. Nieskończoność możliwości.
Podążanie w jednym kierunku sprawia, że obranie innych staje się niemożliwe.
Jesteśmy na tej samej osi, ale oddalamy się od siebie, rozdzierani skierowanymi w przeciwległe bieguny grotami strzał.
A może nie? Może przeczymy prawu entropii i w rozszerzającym się wszechświecie podążamy ku sobie?
Jedno serce pęka każdego dnia trochę bardziej, żeby drugie serce mogło się zagoić.
Czy będziesz miał siłę, żeby mnie złapać, kiedy pęknie na pół i upadnę?
Osiem dróg. Nieskończoność możliwości.
Podążanie w jednym kierunku sprawia, że obranie innych staje się niemożliwe.
Jesteśmy na tej samej osi, ale oddalamy się od siebie, rozdzierani skierowanymi w przeciwległe bieguny grotami strzał.
A może nie? Może przeczymy prawu entropii i w rozszerzającym się wszechświecie podążamy ku sobie?
Jedno serce pęka każdego dnia trochę bardziej, żeby drugie serce mogło się zagoić.
Czy będziesz miał siłę, żeby mnie złapać, kiedy pęknie na pół i upadnę?
czwartek, 29 sierpnia 2013
Elefsina
Każdy kult wymaga ofiar.
Jestem sprawiedliwą boginią. Wybaczam i zapominam.
Jestem miłosierną boginią. Kocham i będę obsypywać najsłodszymi pocałunkami.
Jestem spragnioną boginią. Chcę być obsypana kwiatami i napojona miodem.
Jestem zazdrosną boginią. Nie będziesz miał innych bogiń przede mną.
Jestem okrutną boginią. Chcę zakrwawionego serca na złotej tacy, rzuconego mi do stóp, bym mogła je zdeptać, jak depcze się robactwo.
To misterium szczęścia i płodności, dzikiego szaleństwa, niezaspokojonej tęsknoty, zrodzonego w ciemności gniewu i pogardy.
To misterium odkupienia, odkupienia krwią, szlochem i cierpieniem.
Rytuał metamorfozy.
Naiwna i słodka Persefona, zwiedziona obietnicą pięknego kwiatu do królestwa umarłych, zawsze w końcu zamieni się w panią podziemi.
Gdzie nie ma nic poza zimnem, ciemnością i skowytem udręczonych dusz.
Wołanie o pomoc na nic się nie zda, w końcu boginie są nieme.
Jestem sprawiedliwą boginią. Wybaczam i zapominam.
Jestem miłosierną boginią. Kocham i będę obsypywać najsłodszymi pocałunkami.
Jestem spragnioną boginią. Chcę być obsypana kwiatami i napojona miodem.
Jestem zazdrosną boginią. Nie będziesz miał innych bogiń przede mną.
Jestem okrutną boginią. Chcę zakrwawionego serca na złotej tacy, rzuconego mi do stóp, bym mogła je zdeptać, jak depcze się robactwo.
To misterium szczęścia i płodności, dzikiego szaleństwa, niezaspokojonej tęsknoty, zrodzonego w ciemności gniewu i pogardy.
To misterium odkupienia, odkupienia krwią, szlochem i cierpieniem.
Rytuał metamorfozy.
Naiwna i słodka Persefona, zwiedziona obietnicą pięknego kwiatu do królestwa umarłych, zawsze w końcu zamieni się w panią podziemi.
Gdzie nie ma nic poza zimnem, ciemnością i skowytem udręczonych dusz.
Wołanie o pomoc na nic się nie zda, w końcu boginie są nieme.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Perpetual
Masz całkowitą rację, kochana. Jestem słaba i powinnam się zachować inaczej - ale nie umiem ranić ukochanej osoby tylko po to, żeby zademonstrować swoją wyższość czy cokolwiek.
Samotność wypełnia mnie tak bardzo, że boję się, iż w każdej chwili mogę eksplodować. Wiem, jak bardzo żałosne jest żebranie o okruszki miłości, ale naprawdę ich potrzebuję.
Samotność wypełnia mnie tak bardzo, że boję się, iż w każdej chwili mogę eksplodować. Wiem, jak bardzo żałosne jest żebranie o okruszki miłości, ale naprawdę ich potrzebuję.
niedziela, 25 sierpnia 2013
Nie znam się, to się wypowiem
Kompilacja tekstów z tego tygodnia:
- W dzisiejszych czasach zawód tłumacza nie ma racji bytu, przecież wszyscy mówią po angielsku
- Po co studiować filologię, skoro każdy, kto wróci z emigracji będzie lepiej mówił w danym języku
- Bierzesz leki na depresję? A to dobre, ja też bym chciała takie dostać, też mam depresję. Jak ty możesz mieć depresję w wieku dwudziestu jeden lat? Chuj z tym, że tak stwierdził lekarz, to śmieszne, depresja w tym wieku, ha ha
- Jak można spać do 11 i kłaść się spać o 3, to nienormalne i niezdrowe
pozostaje się tylko cieszyć, że przeciętny człowiek posiada tak ogromną wiedzę, że wie lepiej niż lekarz i zna rynek tłumaczeń lepiej niż tłumacz.
- W dzisiejszych czasach zawód tłumacza nie ma racji bytu, przecież wszyscy mówią po angielsku
- Po co studiować filologię, skoro każdy, kto wróci z emigracji będzie lepiej mówił w danym języku
- Bierzesz leki na depresję? A to dobre, ja też bym chciała takie dostać, też mam depresję. Jak ty możesz mieć depresję w wieku dwudziestu jeden lat? Chuj z tym, że tak stwierdził lekarz, to śmieszne, depresja w tym wieku, ha ha
- Jak można spać do 11 i kłaść się spać o 3, to nienormalne i niezdrowe
pozostaje się tylko cieszyć, że przeciętny człowiek posiada tak ogromną wiedzę, że wie lepiej niż lekarz i zna rynek tłumaczeń lepiej niż tłumacz.
czwartek, 22 sierpnia 2013
Kiedy powiem sobie dość
zwijam się ze strachu
kulę
topię łzy w poduszcze
czy przez cały ten czas budowałam zamek na piasku, biorąc go za cegłę i cement?
czy przez cały ten czas byłam aż tak ślepa, żeby nie odróżnić czekolady od... no, czegoś gorszego?
czy przez cały ten czas próbowałam oddychać w próżni?
czuję się tak kurewsko samotnie w wielkim, czarnym kosmosie.
kulę
topię łzy w poduszcze
czy przez cały ten czas budowałam zamek na piasku, biorąc go za cegłę i cement?
czy przez cały ten czas byłam aż tak ślepa, żeby nie odróżnić czekolady od... no, czegoś gorszego?
czy przez cały ten czas próbowałam oddychać w próżni?
czuję się tak kurewsko samotnie w wielkim, czarnym kosmosie.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Ignite
Zaciskam dłonie w pięści z bezradności.
Zaciskam usta, żeby nie krzyczeć.
Zamykam komputer, żeby oszczędzić niepotrzebnych słów.
Zaciskam usta, żeby nie krzyczeć.
Zamykam komputer, żeby oszczędzić niepotrzebnych słów.
piątek, 16 sierpnia 2013
Farthest star
To dziwne, jak bardzo mi dobrze w mojej własnej samotności. Książka, film i towarzystwo, które jest obok, ale nie wymaga ani rozmowy, ani uwagi, ani rozrywki - coś cudownego.
Smutna prawda jest taka - nie umiem żyć bez ludzi. Ale najlepiej, żeby niczego ode mnie nie chcieli. Jestem pierdoloną egoistką - ludzie mają być moim tłem*, na którym będę się czuła dobrze.
Szkoda, że nie mogę tak żyć wiecznie.
Książki są o tyleż lepszymi kompanami, niż ludzie.
*nie dotyczy najbliższych znajomych
Smutna prawda jest taka - nie umiem żyć bez ludzi. Ale najlepiej, żeby niczego ode mnie nie chcieli. Jestem pierdoloną egoistką - ludzie mają być moim tłem*, na którym będę się czuła dobrze.
Szkoda, że nie mogę tak żyć wiecznie.
Książki są o tyleż lepszymi kompanami, niż ludzie.
*nie dotyczy najbliższych znajomych
wtorek, 13 sierpnia 2013
Sans logique
Udaję, że odpoczywam. Miasto lśni w dole tysiącem świateł. Wokół tylko cykady i szum nawadniania trawnika, jakaś ćma leci do światła, jakiś szerszeń zagubił się za oknem, dopijam Colli Vincentini i udaję, że wcale nie jestem samotna jak chuj, bo przecież nawet palec ma czterech towarzyszy u dłoni, rozpustnik jeden.
Chciałabym wiedzieć, co robić, ale tak naprawdę miotam się jak nietoperz, który nie ma o co odbijać swoich ultradźwięków.
Czuję się taka mała. Jestem pyłkiem na wietrze. Pyłkiem, który kiedyś może dać początek całkiem nowej roślinie - musi tylko paść na żyzny grunt.
Przyjmiesz mnie? Zrobisz mi miejsce?
Czy mam polecieć dalej, gubiąc się na wietrze i ciągle naiwnie wierząc, że gdzieś dolecę?
sobota, 27 lipca 2013
Fei
Byłam dziś w kościele. Nie, nie nawróciłam się na jedyną-słuszną-drogę, nie szukałam odkupienia, nie naszło mnie nagle na chwile zadumy - poszłam zobaczyć, jak osoba, którą darzę sympatią marnuje sobie życie bierze ślub (dobra, nie zrozumcie mnie źle - ja naprawdę mam nadzieję, że im to małżeństwo wyjdzie, życzę im jak najlepiej - po prostu wiem, jak się to zazwyczaj kończy).
Siedziałam w ostatniej ławce, tłumiąc w sobie śmiech, kiedy słuchałam bzdur wygadywanych przez kapłana (niektórym wydaje się, że mogą żyć bez boga - i patrzcie, jak marnie wygląda ich życie!). Przypomniały mi się dawne próby przekonania mnie przez byłegofaceta, że ślub konkordatowy to fajna sprawa. Ehe, jasne. Fajna - na pewno dla zgromadzonej w kościele gawiedzi pełnej uciechy ze mnie w roli panny młodej tarzającej się po kościelnej posadzce ze śmiechu.
Zresztą - śluby, śluby, śluby... co dobrego tak naprawdę z nich wynika? Ok... można wziąć wspólnie kredyt na mieszkanie (kredytom na mieszkanie mówię wielkie i stanowcze NIE), można wspólnie rozliczać się z podatków, dziedziczyć bez problemów i... w sumie na tym koniec. Mogę naliczyć trzy razy więcej minusów niż plusów. Zastanawiam się, czy ludzie naprawdę podejmują decyzje o takiej wadze aż tak nieroztropnie, czy po prostu ja jestem w jakiś sposób ślepa i nie dostrzegam tego miliona zalet płynących z zawarcia związku małżeńskiego? Czy może staję się po prostu zgorzkniałym stworzeniem wychodzącym z założenia, że każdy związek się kiedyś kończy, a po co zawracać sobie głowę papierami rozwodowymi?
z cyklu uważaj, bo napiszę to tylko raz i potem nie przyznam się już sama przed sobą:
Okropnie mieć świadomość, że jesteś gdzieś tam z nią, że nie wiem nawet, co się dzieje. Że może zmienisz zdanie. Zapomnisz. Albo że stanie się coś strasznego - w końcu kobiety (szczególnie takie, które nie mają nic do stracenia) stają się nieobliczalne.
Zagryzam nerwowo wargi i staram się nie myśleć.
Książka, książka, dajcie mi jakąś książkę, żebym mogła się w niej utopić i przestać się zadręczać.
Siedziałam w ostatniej ławce, tłumiąc w sobie śmiech, kiedy słuchałam bzdur wygadywanych przez kapłana (niektórym wydaje się, że mogą żyć bez boga - i patrzcie, jak marnie wygląda ich życie!). Przypomniały mi się dawne próby przekonania mnie przez byłego
Zresztą - śluby, śluby, śluby... co dobrego tak naprawdę z nich wynika? Ok... można wziąć wspólnie kredyt na mieszkanie (kredytom na mieszkanie mówię wielkie i stanowcze NIE), można wspólnie rozliczać się z podatków, dziedziczyć bez problemów i... w sumie na tym koniec. Mogę naliczyć trzy razy więcej minusów niż plusów. Zastanawiam się, czy ludzie naprawdę podejmują decyzje o takiej wadze aż tak nieroztropnie, czy po prostu ja jestem w jakiś sposób ślepa i nie dostrzegam tego miliona zalet płynących z zawarcia związku małżeńskiego? Czy może staję się po prostu zgorzkniałym stworzeniem wychodzącym z założenia, że każdy związek się kiedyś kończy, a po co zawracać sobie głowę papierami rozwodowymi?
z cyklu uważaj, bo napiszę to tylko raz i potem nie przyznam się już sama przed sobą:
Okropnie mieć świadomość, że jesteś gdzieś tam z nią, że nie wiem nawet, co się dzieje. Że może zmienisz zdanie. Zapomnisz. Albo że stanie się coś strasznego - w końcu kobiety (szczególnie takie, które nie mają nic do stracenia) stają się nieobliczalne.
Zagryzam nerwowo wargi i staram się nie myśleć.
Książka, książka, dajcie mi jakąś książkę, żebym mogła się w niej utopić i przestać się zadręczać.
piątek, 19 lipca 2013
Space & time
I już. Nadeszła ta chwila, kiedy ostatecznie przekraczam magiczną barierę 20+. Mogę legalnie kupować alkohol w USA, that's great.
I mimo że nadal jestem młodsza od większości moich znajomych, czuję się... jakby czas coraz bardziej przyspieszał.
Minionych chwil już nigdy nie odzyskam. Będzie ich coraz mniej. Powinnam je łapać i uwiązywać na postronku - dlaczego więc nie mam odwagi?
I mimo że nadal jestem młodsza od większości moich znajomych, czuję się... jakby czas coraz bardziej przyspieszał.
Minionych chwil już nigdy nie odzyskam. Będzie ich coraz mniej. Powinnam je łapać i uwiązywać na postronku - dlaczego więc nie mam odwagi?
Can't tell if I'm just,
Lost in thoughts,
On open seas,
Let the currents carry me,
If I could, would I remain,
Another life for another dream?
No turning back, face the fact,
I am lost in space and time,
Standing here, looking back in time.
Lost in thoughts,
On open seas,
Let the currents carry me,
If I could, would I remain,
Another life for another dream?
No turning back, face the fact,
I am lost in space and time,
Standing here, looking back in time.
czwartek, 18 lipca 2013
Lost alone
A teraz patrz i uważaj, bo powiem napiszę tylko raz.
Chyba nie umiem bez ciebie żyć.
To nie tak, że zaraz przykleję się jak bluszcz.
Po prostu przestałam sobie wyobrażać brak ciebie.
Tak samo jak nie wyobrażam sobie życia bez książek, podróży, kawy, muzyki. Nie umarłabym od tego, ale życie stałoby się jałowe.
Mówisz, że oddalamy się od siebie i że nie masz prawa mnie trzymać. A może to właśnie ten moment, kiedy trzeba mocno złapać za włosy i za wszelką cenę nie pozwolić spaść?
Ja też nie mam prawa.
Chyba nie umiem bez ciebie żyć.
To nie tak, że zaraz przykleję się jak bluszcz.
Po prostu przestałam sobie wyobrażać brak ciebie.
Tak samo jak nie wyobrażam sobie życia bez książek, podróży, kawy, muzyki. Nie umarłabym od tego, ale życie stałoby się jałowe.
Mówisz, że oddalamy się od siebie i że nie masz prawa mnie trzymać. A może to właśnie ten moment, kiedy trzeba mocno złapać za włosy i za wszelką cenę nie pozwolić spaść?
Ja też nie mam prawa.
niedziela, 7 lipca 2013
Take my soul
Dzieją się fantastyczne rzeczy, cudowne rzeczy - rzeczy, które powinny mnie uszczęśliwiać. Dlaczego mimo to po policzkach ciekną łzy, a piersią wstrząsa szloch?
Dlaczego tak boli mnie fakt, że nie mogę mieć ciastka i zjeść ciastka? Dlaczego tak trudno mi zrezygnować z czegoś, co daje mi chwilowe, choć upojne szczęście na rzecz szczęścia (być może) długoterminowego? Czy z powodu owego być może?
Może po prostu boję się zaryzykować?
Czy bez ryzykowania można być szczęśliwym?
Jeszcze dzisiaj, spotkawszy koleżankę z podstawówki w autobusie, opowiadając jej o swoich planach na przyszłość, sama mówiłam: jak nie spróbuję, to się nie przekonam.
Szkopuł chyba w tym, że z każdą sekundą mam wrażenie, jakby kończył mi się czas.
Tik-tak. Tej chwili już nie będzie. Straciłaś okazję, Triss.
Dlaczego tak boli mnie fakt, że nie mogę mieć ciastka i zjeść ciastka? Dlaczego tak trudno mi zrezygnować z czegoś, co daje mi chwilowe, choć upojne szczęście na rzecz szczęścia (być może) długoterminowego? Czy z powodu owego być może?
Może po prostu boję się zaryzykować?
Czy bez ryzykowania można być szczęśliwym?
Jeszcze dzisiaj, spotkawszy koleżankę z podstawówki w autobusie, opowiadając jej o swoich planach na przyszłość, sama mówiłam: jak nie spróbuję, to się nie przekonam.
Szkopuł chyba w tym, że z każdą sekundą mam wrażenie, jakby kończył mi się czas.
Tik-tak. Tej chwili już nie będzie. Straciłaś okazję, Triss.
wtorek, 25 czerwca 2013
Broken harp
Po raz kolejny sprawdza się porzekadło, że mając miękkie serce należy mieć twardą dupę do kopania.
Czasem się zastanawiam - czy gdybym umiała odrzucić te wszystkie dylematy moralne, skrupuły, troskę o cudze życia - miałabym to, czego pragnę? A może wręcz przeciwnie - zostałabym wtedy całkiem sama, albo otoczona tylko tak samo podłymi i fałszywymi ludźmi jak ja?
Co gorsze?
Czasem wydaje mi się, że to tak naprawdę żadna różnica.
Czasem się zastanawiam - czy gdybym umiała odrzucić te wszystkie dylematy moralne, skrupuły, troskę o cudze życia - miałabym to, czego pragnę? A może wręcz przeciwnie - zostałabym wtedy całkiem sama, albo otoczona tylko tak samo podłymi i fałszywymi ludźmi jak ja?
Co gorsze?
Czasem wydaje mi się, że to tak naprawdę żadna różnica.
niedziela, 16 czerwca 2013
I can kill you so easily
Dziś o mężczyznach słów kilka (a raczej w większości przypadków raczej chłopcach), jako że coraz częściej zauważam wśród moich znajomych tendencje typu "znajdź ty sobie faceta", "potrzebujesz miłości", "o, poznałaś kogoś nowego?! i co, będzie coś z tego?!".
Mam ochotę krzyknąć: faceta? Gdzie?!
Prawda jest taka, że dawno żadnego nie widziałam (tych, którzy mają dziewczyny, żony i inne zwierzęta domowe nie liczę).
Rozglądam się wokół i oto, co widzę: na ulicy mijają mnie rachityczni chłopcy o zapadniętych klatkach piersiowych, czubkiem głowy sięgając mi do nosa. Na twarzy sypie się dziewiczy wąs tudzież pozostaje ona całkowicie naga niczym dupa. Brudne adidasy, wystrzępione dżinsy, koszulki z głupawymi napisami. Chłopcy po (lub na) socjologii, zarządzaniu, administracji czy innym gównie bez pomysłu na siebie, na garnuszku mamusi, "niewiemcochcęrobić", "praca za 7zł/h mnie w pełni zadowala", "pracuję w Żabce i cieszę się, że w ogóle mam pracę". W czasie wolnym idą z kumplami na meczyk albo dyskotekę do popularnego studenckiego klubu, gdzie można wytańczyć się do chujowej muzyki w towarzystwie setki identycznych osób.
Przeciętność przeciętnością przeciętność pogania. I to nawet w środowiskach, które uważać by się chciały za oryginalne.
Metalowi chłopcy z tłustymi włosami, w powyciąganych koszulkach, którzy nadal łudzą się, że zostaną wielkimi muzykami, więc po co się wysilać na innych polach.
Smutni goci pogrążeni w gównianości swojej egzystencji, nie reprezentujący intelektualnie kompletnie nic, ale uważający, że już sam styl bycia nobilituje ich do zaliczania się do inteligentów.
Wieczne dzieci, które w wieku 20+ nadal żyją w świecie gier komputerowych i Gwiezdnych Wojen.
Trądzik, krzywe zęby z próchnicą, niedomyte paznokcie, rozpadające się buty.
I w końcu natykam się na kogoś, kto wydaje się prawie normalny - rozwijająca praca, szerokie horyzonty, porządny wygląd, ciekawe zainteresowania. Ale co z tego, skoro od dawna wiem, że dany osobnik ma stałe tendencje do zdradzania swoich kolejnych partnerek tudzież od czasu do czasu dawania im w twarz dla sportu?
Odnoszę nieustanne wrażenie bycia częścią jakiegoś skarlałego, niedorobionego pokolenia.
Dajcie mi więc wszyscy z tym święty spokój. Naprawdę.
Mam ochotę krzyknąć: faceta? Gdzie?!
Prawda jest taka, że dawno żadnego nie widziałam (tych, którzy mają dziewczyny, żony i inne zwierzęta domowe nie liczę).
Rozglądam się wokół i oto, co widzę: na ulicy mijają mnie rachityczni chłopcy o zapadniętych klatkach piersiowych, czubkiem głowy sięgając mi do nosa. Na twarzy sypie się dziewiczy wąs tudzież pozostaje ona całkowicie naga niczym dupa. Brudne adidasy, wystrzępione dżinsy, koszulki z głupawymi napisami. Chłopcy po (lub na) socjologii, zarządzaniu, administracji czy innym gównie bez pomysłu na siebie, na garnuszku mamusi, "niewiemcochcęrobić", "praca za 7zł/h mnie w pełni zadowala", "pracuję w Żabce i cieszę się, że w ogóle mam pracę". W czasie wolnym idą z kumplami na meczyk albo dyskotekę do popularnego studenckiego klubu, gdzie można wytańczyć się do chujowej muzyki w towarzystwie setki identycznych osób.
Przeciętność przeciętnością przeciętność pogania. I to nawet w środowiskach, które uważać by się chciały za oryginalne.
Metalowi chłopcy z tłustymi włosami, w powyciąganych koszulkach, którzy nadal łudzą się, że zostaną wielkimi muzykami, więc po co się wysilać na innych polach.
Smutni goci pogrążeni w gównianości swojej egzystencji, nie reprezentujący intelektualnie kompletnie nic, ale uważający, że już sam styl bycia nobilituje ich do zaliczania się do inteligentów.
Wieczne dzieci, które w wieku 20+ nadal żyją w świecie gier komputerowych i Gwiezdnych Wojen.
Trądzik, krzywe zęby z próchnicą, niedomyte paznokcie, rozpadające się buty.
I w końcu natykam się na kogoś, kto wydaje się prawie normalny - rozwijająca praca, szerokie horyzonty, porządny wygląd, ciekawe zainteresowania. Ale co z tego, skoro od dawna wiem, że dany osobnik ma stałe tendencje do zdradzania swoich kolejnych partnerek tudzież od czasu do czasu dawania im w twarz dla sportu?
Odnoszę nieustanne wrażenie bycia częścią jakiegoś skarlałego, niedorobionego pokolenia.
Dajcie mi więc wszyscy z tym święty spokój. Naprawdę.
środa, 12 czerwca 2013
Obscura
Adrenalina, kofeina, glukoza. Serce pompuje pobudzające substancje w szaleńczym tempie, tętno rośnie, puls przyspiesza. Czarne niebo, gwiazdy. Wokół drzewa.
Przejeżdżamy przez leżące w poprzek drogi sarnie truchło, zakrwawione i rozjechane już bóg-raczy-wiedzieć ile razy. Z mojego gardła wydobywa się cichy jęk, zakrywam usta dłonią.
Wyobrażam sobie, jak cząsteczki krwi wnikają w rowki między oponami, jak ciągniemy doczesne szczątki biednego zwierzęcia przez całą drogę do Poznania przyklejoną do kół, wżartą w podwozie.
Miałabym ochotę zatrzymać się, wysiąść i przyjrzeć się dobrze.
Miałabym ochotę tego nie widzieć.
Przez resztę trasy patrzę z odrobiną lęku na drogę, wyobrażając sobie, jak z lasu wyskakuje kolejne zwierzę, by zginąć tym razem pod naszymi kołami.
Zamykam oczy.
Wszechświat wydaje się tej nocy jakiś inny.
Przejeżdżamy przez leżące w poprzek drogi sarnie truchło, zakrwawione i rozjechane już bóg-raczy-wiedzieć ile razy. Z mojego gardła wydobywa się cichy jęk, zakrywam usta dłonią.
Wyobrażam sobie, jak cząsteczki krwi wnikają w rowki między oponami, jak ciągniemy doczesne szczątki biednego zwierzęcia przez całą drogę do Poznania przyklejoną do kół, wżartą w podwozie.
Miałabym ochotę zatrzymać się, wysiąść i przyjrzeć się dobrze.
Miałabym ochotę tego nie widzieć.
Przez resztę trasy patrzę z odrobiną lęku na drogę, wyobrażając sobie, jak z lasu wyskakuje kolejne zwierzę, by zginąć tym razem pod naszymi kołami.
Zamykam oczy.
Wszechświat wydaje się tej nocy jakiś inny.
niedziela, 9 czerwca 2013
¿Porque te vas?
Nienawidzę tych chwil, kiedy budzę się przerażona z kolejnego koszmarnego snu, z dojmującym poczuciem pustki i paraliżującą myślą: dla nikogo nie jesteś najważniejsza, jesteś tylko dodatkiem, w końcu i tak zapomną.
piątek, 7 czerwca 2013
Omne ensis impera
Zauważyłam, że ostatnio z dnia na dzień coraz bardziej mierzi mnie nijakość.
Nie mam zdania na ten temat. Nie wiem, co chcę robić w przyszłości. Wyszłam za mąż, bo tak trzeba. Uczę się i dostaję piątki, ale w sumie nie wiem po co. Siedzę na garnuszku rodziców i tylko marudzę, zamiast zrobić coś ze swoim życiem. Podróże za granicę? A po co? Pracuję na najniższym szczeblu w korporacji i nie mam żadnych ambicji, żeby to zmienić. Nie chcę się wyróżniać. Nie chcę dyskutować (nie umiem argumentować), daj mi spokój. Wolę oglądać powtórki M jak Miłość zamiast zrobić coś nowego i poszerzyć swoje horyzonty. Określam siebie jako zwykłego człowieka. Grunt to się nie wychylać.
Trudno was nazwać nawet ludźmi. Dla mnie jesteście raczej czymś na kształt robaków pełzających przy ziemi, które można co najwyżej rozdeptać albo ominąć nie zauważywszy.
Czasem przeraża mnie, ile we mnie pogardy.
Ale zazwyczaj nawet mi z tym dobrze.
Nie mam zdania na ten temat. Nie wiem, co chcę robić w przyszłości. Wyszłam za mąż, bo tak trzeba. Uczę się i dostaję piątki, ale w sumie nie wiem po co. Siedzę na garnuszku rodziców i tylko marudzę, zamiast zrobić coś ze swoim życiem. Podróże za granicę? A po co? Pracuję na najniższym szczeblu w korporacji i nie mam żadnych ambicji, żeby to zmienić. Nie chcę się wyróżniać. Nie chcę dyskutować (nie umiem argumentować), daj mi spokój. Wolę oglądać powtórki M jak Miłość zamiast zrobić coś nowego i poszerzyć swoje horyzonty. Określam siebie jako zwykłego człowieka. Grunt to się nie wychylać.
Trudno was nazwać nawet ludźmi. Dla mnie jesteście raczej czymś na kształt robaków pełzających przy ziemi, które można co najwyżej rozdeptać albo ominąć nie zauważywszy.
Czasem przeraża mnie, ile we mnie pogardy.
Ale zazwyczaj nawet mi z tym dobrze.
czwartek, 6 czerwca 2013
I know you're fucking someone else
Napisać i wydać dobrą książkę. kiedyś
Po to, żeby móc na pierwszej stronie napisać: dziękuję X i Y, że nigdy nie pozwolili mi stracić nadziei na reanimację mojej Muzy, nawet kiedy kwiliłam już nad jej zmasakrowanymi, zgwałconymi, ponownie zmasakrowanymi i ponownie zgwałconymi przybitymi do ściany zwłokami z flakami na wierzchu, bez widoków na choćby cień szansy wykaraskania jej z tego paskudnego stanu.
I dziękuję Z za doprowadzenie mojej Muzy do takiego stanu, bo dzięki temu będzie mogła powstać jeszcze lepsza, dojrzalsza i doskonalsza, by wreszcie szeptać mi do ucha prawdziwe Słowa.
Że jakaś sfrustrowana klacz z syndromem niedopchnięcia miałaby odebrać mi coś tak cennego? Niedoczekanie i na pohybel!
Po to, żeby móc na pierwszej stronie napisać: dziękuję X i Y, że nigdy nie pozwolili mi stracić nadziei na reanimację mojej Muzy, nawet kiedy kwiliłam już nad jej zmasakrowanymi, zgwałconymi, ponownie zmasakrowanymi i ponownie zgwałconymi przybitymi do ściany zwłokami z flakami na wierzchu, bez widoków na choćby cień szansy wykaraskania jej z tego paskudnego stanu.
I dziękuję Z za doprowadzenie mojej Muzy do takiego stanu, bo dzięki temu będzie mogła powstać jeszcze lepsza, dojrzalsza i doskonalsza, by wreszcie szeptać mi do ucha prawdziwe Słowa.
Że jakaś sfrustrowana klacz z syndromem niedopchnięcia miałaby odebrać mi coś tak cennego? Niedoczekanie i na pohybel!
środa, 5 czerwca 2013
Coma White
Budzę się z trudem, choć najchętniej jeszcze bym pospała. Obok cicho pochrapuje kot, zakrywając pyszczek łapą w ochronie przed światłem. W głowie lekko ćmi tępy ból, utrzymujący się już od trzech dni - może to ciśnienie, może to pogoda, może to fakt, że od kilku dni w ogóle nie piję.
Włączam komputer i przez parę chwil bezmyślnie przeglądam różne strony. Zjadłabym coś, ale nie chce mi się schodzić na dół. Zaczekam, aż lekkie uczucie głodu przejdzie w intensywne ssanie w żołądku.
Najpierw śniadanie z tabletek. Jedna na szczęście, jedna na piękno, jedna na życie. Ot, wszystko w pigułce.
Powinnam przejrzeć artykuł, z którego będę dzisiaj przepytywać uczennicę na korepetycjach, nie mogę się jednak za to zabrać.
W końcu coraz bardziej odczuwalna pustka w żołądku skłania mnie do wstania z łóżka i udania się na dół w poszukiwaniu pożywienia.
Dom jest cichy i pusty.
Wyjmuję z lodówki jogurt, robię kawę (skoro już zeszłam, mogę się zdobyć na taki wysiłek) i wracam do swojego barłogu.
Powinnam robić coś konstruktywnego, zamiast tego piszę beznadziejną notkę o beznadziejnym początku kolejnego beznadziejnego dnia.
Deal with it, Triss.
Włączam komputer i przez parę chwil bezmyślnie przeglądam różne strony. Zjadłabym coś, ale nie chce mi się schodzić na dół. Zaczekam, aż lekkie uczucie głodu przejdzie w intensywne ssanie w żołądku.
Najpierw śniadanie z tabletek. Jedna na szczęście, jedna na piękno, jedna na życie. Ot, wszystko w pigułce.
Powinnam przejrzeć artykuł, z którego będę dzisiaj przepytywać uczennicę na korepetycjach, nie mogę się jednak za to zabrać.
W końcu coraz bardziej odczuwalna pustka w żołądku skłania mnie do wstania z łóżka i udania się na dół w poszukiwaniu pożywienia.
Dom jest cichy i pusty.
Wyjmuję z lodówki jogurt, robię kawę (skoro już zeszłam, mogę się zdobyć na taki wysiłek) i wracam do swojego barłogu.
Powinnam robić coś konstruktywnego, zamiast tego piszę beznadziejną notkę o beznadziejnym początku kolejnego beznadziejnego dnia.
Deal with it, Triss.
czwartek, 30 maja 2013
Pray for rain
biegnę, uciekam przed cieniem. biegnę, aż nie zabraknie mi tchu, aż wysiłek nie zacznie rozsadzać mi płuc, a palący ból w mięśniach nie przerodzi się w torturę nie do wytrzymania. biegnę, dopóki nie padnę na kolana, nie rozejrzę się wokół i nie skonstatuję: wokół mnie nie ma już żadnych drzew, tylko pustynia i gorący wiatr. cienie, przed którymi uciekałam, kojarzą się z chłodem i ulgą, ratunkiem przed palącymi promieniami słońca. ale wokół nie ma już nic, tylko rozpalony piasek pode mną i rozżarzone niebo nade mną.
poniedziałek, 27 maja 2013
Between the shadow and I
Chciałabym być idealna. I naprawdę - believe it or not - pracuję nad tym od dawna. Chcę, żeby aspołeczna, niegrzeczna i nudna Triss bez wyczucia odeszła w niepamięć. Trening ciała i pamięci tkanek - kiedy się uśmiechnąć, kiedy westchnąć, kiedy okazać rozmówcy postawę otwartą, a kiedy zamkniętą, kiedy filuternie odgarnąć grzywkę. Trening mózgu - kiedy z szerokiego wachlarza określonych słów, zwrotów i reakcji wybrać tę jedną, konkretną, która będzie odpowiednia do sytuacji i wywoła określony skutek.
Po pewnym czasie wszystko odbywa się już na poziomie podświadomym, człowiek działa automatycznie, jak strażak wyuczony ścisłych procedur postępowania w czasie pożaru.
Czy to właśnie sprawia, że większość zetknięć z drugim człowiekiem jest tak wyczerpująca?
Czy to czyni moje zachowanie fałszywą, teatralną maską pozbawioną resztek spontaniczności?
Która ja jest prawdziwa - ta wyuczona, wytresowana i wcielająca się w różne role, czy ta aspołeczna istota kryjąca się pod spodem?
A może po prostu ja nawet nie jestem prawdziwym człowiekiem, tylko nakręcaną dziewczyną o urywanych ruchach, którą szarpany chód zdradza na każdym kroku?
Po pewnym czasie wszystko odbywa się już na poziomie podświadomym, człowiek działa automatycznie, jak strażak wyuczony ścisłych procedur postępowania w czasie pożaru.
Czy to właśnie sprawia, że większość zetknięć z drugim człowiekiem jest tak wyczerpująca?
Czy to czyni moje zachowanie fałszywą, teatralną maską pozbawioną resztek spontaniczności?
Która ja jest prawdziwa - ta wyuczona, wytresowana i wcielająca się w różne role, czy ta aspołeczna istota kryjąca się pod spodem?
A może po prostu ja nawet nie jestem prawdziwym człowiekiem, tylko nakręcaną dziewczyną o urywanych ruchach, którą szarpany chód zdradza na każdym kroku?
poniedziałek, 20 maja 2013
Black moth
Jestem ćmą. Nieustannie pragnę do światła i lecę do niego, by w końcu spalić się w jego blasku.
piątek, 17 maja 2013
I come with knives
so this is how it goes.
siedzę w ciemnym pokoju z winem i papierosem.
kot usadowił się obok i kontempluje moje piękno z wyraźnym poczuciem wyższości.
teraz usuń z tego obrazka mnie. nie istnieję, nie ma mnie.
kot siedzi i kontempluje piękno ściany z wyraźnym poczuciem wyższości.
jakaś strata?
siedzę w ciemnym pokoju z winem i papierosem.
kot usadowił się obok i kontempluje moje piękno z wyraźnym poczuciem wyższości.
teraz usuń z tego obrazka mnie. nie istnieję, nie ma mnie.
kot siedzi i kontempluje piękno ściany z wyraźnym poczuciem wyższości.
jakaś strata?
czwartek, 16 maja 2013
Rituals of love in the passage of genocide
Czasem chodzą mi po głowie myśli. Myśli, które przeciętny człowiek uznałby pewnie za straszne i chore.
Myśli o zabijaniu. Nie takim zwykłym - żadnych strzałów w głowę, to byłoby za proste.
Noże. Igły. Miecze. Sztylety, tasaki, siekiery, topory, włócznie, kawałki szkła przecinające tętnice, krew na rękach, krew wszędzie. Igły wbijane przez oczy do mózgu, oczy wyjmowane z oczodołów łyżeczką, oczy przypalane wybielaczem, powieki sklejane szybkoschnącym klejem, powieki obcięte i oczy wystawione na wieczny żar słońca i suchość. Ileż ciekawych rzeczy można zrobić z oczami!
Ale o czym to ja... A, tak. Zabijanie.
Czasem wyobrażam sobie, jak otwieram czyjeś jeszcze żywe ciało i powoli zagłębiam rękę w gorące wnętrzności, czuję pulsowanie krwi w żyłach i bicie serca. W każdej chwili mogę zatrzymać jego rytm jednym ruchem i czuć, jak z ciała powoli ulatuje życie.
Czasem patrzę na całkiem obcego mi człowieka i zastanawiam się - a w jaki sposób zabiłabym jego? Jaka metoda byłaby najlepsza? Jaki sposób śmierci oddałby całą istotę tej osoby?
Czasem wydaje mi się, że pozbawienie kogoś życia i oddanie swojego w czyjeś ręce to ostateczny akt miłości. Największe oddanie, największe poświęcenie, największy dar zaufania. Proszę, oto moje serce, wbij w nie nóż, jeśli chcesz, poczuj moją krew na rękach kiedy we mnie wchodzisz - tylko wtedy będziesz miał mnie całą.
Czasem śni mi się, że faktycznie tak się staje. Budzę się wtedy z uczuciem niepokoju, ale też jakiegoś niedookreślonego spełnienia.
Czasem zastanawiam się, czy nie powinnam spróbować, jak to jest. W końcu jednak zawsze stwierdzam - nikt nie jest wart tego aktu z moich rąk.
Myśli o zabijaniu. Nie takim zwykłym - żadnych strzałów w głowę, to byłoby za proste.
Noże. Igły. Miecze. Sztylety, tasaki, siekiery, topory, włócznie, kawałki szkła przecinające tętnice, krew na rękach, krew wszędzie. Igły wbijane przez oczy do mózgu, oczy wyjmowane z oczodołów łyżeczką, oczy przypalane wybielaczem, powieki sklejane szybkoschnącym klejem, powieki obcięte i oczy wystawione na wieczny żar słońca i suchość. Ileż ciekawych rzeczy można zrobić z oczami!
Ale o czym to ja... A, tak. Zabijanie.
Czasem wyobrażam sobie, jak otwieram czyjeś jeszcze żywe ciało i powoli zagłębiam rękę w gorące wnętrzności, czuję pulsowanie krwi w żyłach i bicie serca. W każdej chwili mogę zatrzymać jego rytm jednym ruchem i czuć, jak z ciała powoli ulatuje życie.
Czasem patrzę na całkiem obcego mi człowieka i zastanawiam się - a w jaki sposób zabiłabym jego? Jaka metoda byłaby najlepsza? Jaki sposób śmierci oddałby całą istotę tej osoby?
Czasem wydaje mi się, że pozbawienie kogoś życia i oddanie swojego w czyjeś ręce to ostateczny akt miłości. Największe oddanie, największe poświęcenie, największy dar zaufania. Proszę, oto moje serce, wbij w nie nóż, jeśli chcesz, poczuj moją krew na rękach kiedy we mnie wchodzisz - tylko wtedy będziesz miał mnie całą.
Czasem śni mi się, że faktycznie tak się staje. Budzę się wtedy z uczuciem niepokoju, ale też jakiegoś niedookreślonego spełnienia.
Czasem zastanawiam się, czy nie powinnam spróbować, jak to jest. W końcu jednak zawsze stwierdzam - nikt nie jest wart tego aktu z moich rąk.
środa, 15 maja 2013
Let the wind erase me
Ostatnio zapadam się coraz głębiej i głębiej w swoją mizantropię. Popadam w izolację - wychodzę, kiedy trzeba i wolę czytać książkę, oglądać seriale i prowadzić wirtualne rozmowy, niż widywać ludzi z krwi i kości. Mam wrażenie, że kiedy już wypełzam ze swojej jamy, żeby się z kimś spotkać, robię to tylko po to, żeby nie dać się zapomnieć, dać się napatrzeć na swoją gębę i mieć poczucie, że może ktoś jednak czasem mnie lubi. Potem sama uciekam, zamykam się, chowam pod kołdrą w bezpiecznej przestrzeni swojego łóżka - a jednak nadal gdzieś z tylu głowy tłucze się przerażona i ogłupiała jak złapana w klosz lampy ćma myśl - oni i tak zapomną, wrócą do domu i zajmą się swoimi sprawami i nikt nie poświęci ani sekundy myśleniu o tobie - jesteś dla nich tak nieważna jak dziwny sen, który wydaje się ciekawy zaraz po przebudzeniu, ale po godzinie i tak już nic z niego nie pamiętasz.
Prawdopodobnie nawet wszystkie te wyjazdy - na Śląsk, do Bolkowa, do Warszawy - służą tak naprawdę tylko temu: udowodnić sobie, że istnieję i że ktoś mnie zapamięta. Udowodnić sobie, że istnieję, bo biorę udział w jakichś wydarzeniach i nic mnie nie omija.Udowodnić sobie, że istnieję, bo sama czasem nie jestem tego pewna.
Paradoksalnie chyba najbardziej boję się samotności. Może dlatego próbuję się do niej przyzwyczajać - żeby nie wydawała się już tak straszna.
Prawdopodobnie nawet wszystkie te wyjazdy - na Śląsk, do Bolkowa, do Warszawy - służą tak naprawdę tylko temu: udowodnić sobie, że istnieję i że ktoś mnie zapamięta. Udowodnić sobie, że istnieję, bo biorę udział w jakichś wydarzeniach i nic mnie nie omija.Udowodnić sobie, że istnieję, bo sama czasem nie jestem tego pewna.
Paradoksalnie chyba najbardziej boję się samotności. Może dlatego próbuję się do niej przyzwyczajać - żeby nie wydawała się już tak straszna.
środa, 8 maja 2013
Querkraft
Męczący dzień, potrzebny masaż stóp, pleców, a najlepiej wszystkiego.
Skórzewo, Poznań, Skórzewo, Luboń, Poznań, Skórzewo... nawet postanowiłam wyjątkowo dać od siebie coś więcej niż niezbędne do przetrwania minimum.
Jestem zmęczona, ale jakoś tak dziwnie zadowolona z siebie - może w końcu jakiś trud się opłaci. Nawet stówa w dupę, którą zawdzięczam panom strażnikom wiejskim nie zepsuje mi humoru, co to to nie.
Piwo, kąpiel, do łóżka.
Tylko tego masażu brak.
Skórzewo, Poznań, Skórzewo, Luboń, Poznań, Skórzewo... nawet postanowiłam wyjątkowo dać od siebie coś więcej niż niezbędne do przetrwania minimum.
Jestem zmęczona, ale jakoś tak dziwnie zadowolona z siebie - może w końcu jakiś trud się opłaci. Nawet stówa w dupę, którą zawdzięczam panom strażnikom wiejskim nie zepsuje mi humoru, co to to nie.
Piwo, kąpiel, do łóżka.
Tylko tego masażu brak.
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
The torture detachment
Wstaję rano, robię tłumaczenie, kończę tłumaczenie, dostaję nowe tłumaczenie, pół dnia walczę z oprogramowaniem, szybki obiad, jeden odcinek serialu, zadanie domowe, "nie, dziewczyny, sorry, nie przyjdę na piwo bo się nie wyrobię".
Wieczór, odgłos otwieranych drzwi wejściowych, kroki na schodach: "a ty znowu w tym laptopie, cały dzień siedzisz i nic nie robisz".
Żyć nie umierać, dziękuję, mamo, za codziennie poprawianie mojego poczucia własnej wartości i motywowanie do dalszego starania.
Wieczór, odgłos otwieranych drzwi wejściowych, kroki na schodach: "a ty znowu w tym laptopie, cały dzień siedzisz i nic nie robisz".
Żyć nie umierać, dziękuję, mamo, za codziennie poprawianie mojego poczucia własnej wartości i motywowanie do dalszego starania.
niedziela, 28 kwietnia 2013
Bulletproof
Chyba powoli zaczynam sobie w minimalnym stopniu uświadamiać własną wartość.
Poszczególne osoby i wydarzenia w moim życiu pokazują mi, że nie jestem jednak aż takim śmieciem, za jakiego się miałam i że nie należy dłużej szukać sobie wśród śmieci towarzystwa, bo pociągnie mnie to na dno, od którego ledwo się odbiłam.
Jestem zdolna zdobywać złote góry, muszę tylko dać z siebie więcej niż to minimum.
Wszystko jest w zasięgu ręki, mojej ręki, wystarczy wstać z klęczek na nogi i po to sięgnąć.
Dziękuję ci, przyjacielu, że starasz się uświadomić mi to każdego dnia. Bez ciebie pewnie dawno bym się poddała.
Poszczególne osoby i wydarzenia w moim życiu pokazują mi, że nie jestem jednak aż takim śmieciem, za jakiego się miałam i że nie należy dłużej szukać sobie wśród śmieci towarzystwa, bo pociągnie mnie to na dno, od którego ledwo się odbiłam.
Jestem zdolna zdobywać złote góry, muszę tylko dać z siebie więcej niż to minimum.
Wszystko jest w zasięgu ręki, mojej ręki, wystarczy wstać z klęczek na nogi i po to sięgnąć.
Dziękuję ci, przyjacielu, że starasz się uświadomić mi to każdego dnia. Bez ciebie pewnie dawno bym się poddała.
wtorek, 23 kwietnia 2013
Anti-Ordinary
Każdy dzień dokładnie taki sam. Wstajesz, idziesz na zajęcia, potem pracujesz, coś tam poczytasz, obejrzysz i spać.
Następnego dnia to samo.
I to samo.
I to samo.
Codzienne kontakty z ludźmi, z którymi się widujesz, tylko utwierdzają cię w przekonaniu, że tak naprawdę nikogo z nich na dłuższą metę nie obchodzisz, jesteś w ich życiu tylko przejazdem, zaraz o tobie zapomną.
Mam ochotę wyjść na ulicę tak jak stoję, w letniej sukience i bez butów i zobaczyć, co się wydarzy - może wreszcie udałoby mi się poczuć, że mi samej w jakimś stopniu zależy, że nie jest mi już tak całkiem obojętne, co się ze mną zdarzy.
Robię sobie sama prezenty.
Proszę, Triss, to dla ciebie.
Dziękuję, Triss, to bardzo miło, że o mnie pomyślałaś.
Dziwaczeję w tych czterech ścianach, potrzeba mi wyjazdu, gdzieś daleko, daleko, daleko, daleko
Następnego dnia to samo.
I to samo.
I to samo.
Codzienne kontakty z ludźmi, z którymi się widujesz, tylko utwierdzają cię w przekonaniu, że tak naprawdę nikogo z nich na dłuższą metę nie obchodzisz, jesteś w ich życiu tylko przejazdem, zaraz o tobie zapomną.
Mam ochotę wyjść na ulicę tak jak stoję, w letniej sukience i bez butów i zobaczyć, co się wydarzy - może wreszcie udałoby mi się poczuć, że mi samej w jakimś stopniu zależy, że nie jest mi już tak całkiem obojętne, co się ze mną zdarzy.
Robię sobie sama prezenty.
Proszę, Triss, to dla ciebie.
Dziękuję, Triss, to bardzo miło, że o mnie pomyślałaś.
Dziwaczeję w tych czterech ścianach, potrzeba mi wyjazdu, gdzieś daleko, daleko, daleko, daleko
niedziela, 21 kwietnia 2013
Hate me
Liczba osób, które mnie nienawidzą rośnie wprost proporcjonalnie do ilości czasu, jaki spędzam z ludźmi. A powinna być prawdopodobnie jeszcze większa.
Widocznie samo moje istnienie to już za wielka obraza dla wszechświata, który coraz częściej szuka okazji na pokazanie mi, że powinnam siedzieć w izolacji, żeby nikomu nie działa się krzywda.
Wstyd miesza się z szokiem, szok miesza się z niedowierzaniem, niedowierzanie miesza się z żalem, żal miesza się z jeszcze większym wstydem.
Gdziekolwiek się pojawię, jest źle.
Gdziekolwiek się pojawię, coś się pierdoli.
Nie mam siły.
Widocznie samo moje istnienie to już za wielka obraza dla wszechświata, który coraz częściej szuka okazji na pokazanie mi, że powinnam siedzieć w izolacji, żeby nikomu nie działa się krzywda.
Wstyd miesza się z szokiem, szok miesza się z niedowierzaniem, niedowierzanie miesza się z żalem, żal miesza się z jeszcze większym wstydem.
Gdziekolwiek się pojawię, jest źle.
Gdziekolwiek się pojawię, coś się pierdoli.
Nie mam siły.
wtorek, 16 kwietnia 2013
Salain
Czasem myślę, że coś mi odebrano. Nie wiem kiedy i nie wiem co. To takie uczucie, jakbyś stał w zatłoczonym tramwaju i nagle poczuł brak znajomego ciężaru w kieszeni, ale nie miał ani skrawka miejsca, żeby włożyć do środka rękę i sprawdzić, czego brakuje.
Niestety nie ma części zamiennych do Triss.
A może są? Gdybym tylko wiedziała, czego szukać, byłoby łatwiej.
Czasem myślę, że nic nie utraciłam - po prostu nigdy tego nie miałam i nigdy nie będzie mi dane tego mieć.
Muszę nauczyć się żyć bez tego.
Chyba w tym tkwi któreś z kolei już sedno - nie pozwolę się otworzyć, bo każdy, kto zauważy brakujący w maszynerii trybik, wybierze kompletny egzemplarz.
Proste i logiczne.
Niestety nie ma części zamiennych do Triss.
A może są? Gdybym tylko wiedziała, czego szukać, byłoby łatwiej.
Czasem myślę, że nic nie utraciłam - po prostu nigdy tego nie miałam i nigdy nie będzie mi dane tego mieć.
Muszę nauczyć się żyć bez tego.
Chyba w tym tkwi któreś z kolei już sedno - nie pozwolę się otworzyć, bo każdy, kto zauważy brakujący w maszynerii trybik, wybierze kompletny egzemplarz.
Proste i logiczne.
niedziela, 14 kwietnia 2013
The fine art of poisoning
Obudziłam się dziś w wyjątkowo dobrym nastroju - słońce chyba naprawdę daje mi wręcz fizyczną siłę do życia. Wampir słoneczny - oto, czym jestem.
Abstrahując, chyba powoli udaje mi się uświadomić sobie, że naprawdę są ludzie, którzy mnie lubią i jest to pocieszające, mimo to wciąż zabiegam o więcej uwagi i dowodów uznania - chyba zawsze będzie mi mało.
Wczoraj udało się nawet spędzić miły dzień bez żadnej rodzinnej kłótni. Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz zdarzyło się coś takiego. Musiało to być wiele lat temu.
Czego mi brakuje do pełni szczęścia? Chyba braku poczucia, że jak jest wyjątkowo dobrze, to dla równowagi zaraz coś musi się efektownie spierdolić.
Abstrahując, chyba powoli udaje mi się uświadomić sobie, że naprawdę są ludzie, którzy mnie lubią i jest to pocieszające, mimo to wciąż zabiegam o więcej uwagi i dowodów uznania - chyba zawsze będzie mi mało.
Wczoraj udało się nawet spędzić miły dzień bez żadnej rodzinnej kłótni. Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz zdarzyło się coś takiego. Musiało to być wiele lat temu.
Czego mi brakuje do pełni szczęścia? Chyba braku poczucia, że jak jest wyjątkowo dobrze, to dla równowagi zaraz coś musi się efektownie spierdolić.
czwartek, 11 kwietnia 2013
Jaszczurka
Chciałam dzisiaj coś napisać, ale chyba wena opuściła mnie już na dobre.
Oddaję więc głos Pati Yang i gaszę światło.
sobota, 6 kwietnia 2013
Isolated
Najgorsza jest chyba obojętność.
Chcesz iść na spacer? Mogę chcieć...
Chcesz coś zjeść? Mogę chcieć...
Chcesz potańczyć? Mogę chcieć...
Chcesz pogadać? Mogę chcieć...
Chcesz tatuaż? Mogę chcieć...
Chcesz pograć w bierki? Mogę chcieć...
Chcesz się pieprzyć? Mogę chcieć...
Chcesz umrzeć? Mogę chcieć...
Na dobrą sprawę odpowiedź brzmi: jest mi wszystko jedno, niech ktoś zdecyduje za mnie.
Chyba powinnam odstawić leki, bo zaczynam obrastać jakąś zrogowaciałą skorupą i niedługo w ogóle przestanę przypominać człowieka i zamienię się w dajcie-mi-święty-spokój i trzeba będzie wideł, żeby się dobrać do środka - o ile coś z niego zostanie.
Trochę brak sił.
A trochę jednak wszystko mi jedno.
W sumie co z tego. Obrosnę skorupą. Chyba, że ktoś zdecyduje za mnie inaczej.
Chcesz iść na spacer? Mogę chcieć...
Chcesz coś zjeść? Mogę chcieć...
Chcesz potańczyć? Mogę chcieć...
Chcesz pogadać? Mogę chcieć...
Chcesz tatuaż? Mogę chcieć...
Chcesz pograć w bierki? Mogę chcieć...
Chcesz się pieprzyć? Mogę chcieć...
Chcesz umrzeć? Mogę chcieć...
Na dobrą sprawę odpowiedź brzmi: jest mi wszystko jedno, niech ktoś zdecyduje za mnie.
Chyba powinnam odstawić leki, bo zaczynam obrastać jakąś zrogowaciałą skorupą i niedługo w ogóle przestanę przypominać człowieka i zamienię się w dajcie-mi-święty-spokój i trzeba będzie wideł, żeby się dobrać do środka - o ile coś z niego zostanie.
Trochę brak sił.
A trochę jednak wszystko mi jedno.
W sumie co z tego. Obrosnę skorupą. Chyba, że ktoś zdecyduje za mnie inaczej.
piątek, 5 kwietnia 2013
loud and clear
- Szanuj ojca - syknęła mi do ucha babcia na odchodne. - Zachowuj się.
- Szkoda tylko, że ojciec nie szanuje nikogo. - Uśmiechnęłam się krzywo.
- Ale szanuje mnie i to wystarczy, na szacunek trzeba sobie zasłużyć, o! - wyjawiła mi prawdę objawioną.
- Otóż to, a on cały szacunek w moich oczach już stracił - chciałam odpowiedzieć, ale zamiast tego zasznurowałam usta i jak zwykle tylko coś mruknęłam.
Kiedyś naprawdę nie wytrzymam.
- Zapnij pas - powiedziałam do ojca, kiedy ruszaliśmy.
- Ha ha, ale po co - zaśmiał się.
Wizja tego, jak gwałtownie hamuję a on wypada przez przednią szybę prosto pod koła sprawiła, że naprawdę na moment się uśmiechnęłam.
Chyba mam skłonności do bycia niebezpieczną dla otoczenia.
Cóż, bywa.
- Szkoda tylko, że ojciec nie szanuje nikogo. - Uśmiechnęłam się krzywo.
- Ale szanuje mnie i to wystarczy, na szacunek trzeba sobie zasłużyć, o! - wyjawiła mi prawdę objawioną.
- Otóż to, a on cały szacunek w moich oczach już stracił - chciałam odpowiedzieć, ale zamiast tego zasznurowałam usta i jak zwykle tylko coś mruknęłam.
Kiedyś naprawdę nie wytrzymam.
- Zapnij pas - powiedziałam do ojca, kiedy ruszaliśmy.
- Ha ha, ale po co - zaśmiał się.
Wizja tego, jak gwałtownie hamuję a on wypada przez przednią szybę prosto pod koła sprawiła, że naprawdę na moment się uśmiechnęłam.
Chyba mam skłonności do bycia niebezpieczną dla otoczenia.
Cóż, bywa.
środa, 3 kwietnia 2013
Imbecile, my idiot lover
Śniło mi się.
Jestem młodym mężczyzną na ekskluzywnym wieczorze kawalerskim. Siedzimy z przyjacielem na skórzanej kanapie w małym pomieszczeniu, czekamy na coś.
On wyciąga do mnie blister z tabletkami, "weź", mówi, "żebyś miał siły". Sam wyciska z niego sześć i połyka jednym haustem, popijając winem.
Patrzę na to niepewnie i w końcu decyduję się wziąć dwie, tak na pierwszy raz powinno wystarczyć.
Czekamy. Wino zaczyna przyjemnie szumieć w głowie. W końcu drewniane drzwi otwierają się i do środka wchodzi rudowłosa Triss w obcisłej sukience.
Patrzę na nią, i czuję jak narastająca wcześniej za sprawą tabletek erekcja powoli opada. Patrzę na te wylewające się spod sukienki zwały tłuszczu i wykrzywioną twarz i nagle opuszcza mnie ochota na cokolwiek.
Mój przyjaciel chyba widzi nagłą zmianę mojej miny, bo uśmiecha się i mówi: "nie to nie, będzie więcej dla mnie", po czym chwyta dziewczynę za rękę i ciągnie ją do drugiego pokoju.
"Nie to nie", myślę, "będzie więcej wina dla mnie."
Jestem młodym mężczyzną na ekskluzywnym wieczorze kawalerskim. Siedzimy z przyjacielem na skórzanej kanapie w małym pomieszczeniu, czekamy na coś.
On wyciąga do mnie blister z tabletkami, "weź", mówi, "żebyś miał siły". Sam wyciska z niego sześć i połyka jednym haustem, popijając winem.
Patrzę na to niepewnie i w końcu decyduję się wziąć dwie, tak na pierwszy raz powinno wystarczyć.
Czekamy. Wino zaczyna przyjemnie szumieć w głowie. W końcu drewniane drzwi otwierają się i do środka wchodzi rudowłosa Triss w obcisłej sukience.
Patrzę na nią, i czuję jak narastająca wcześniej za sprawą tabletek erekcja powoli opada. Patrzę na te wylewające się spod sukienki zwały tłuszczu i wykrzywioną twarz i nagle opuszcza mnie ochota na cokolwiek.
Mój przyjaciel chyba widzi nagłą zmianę mojej miny, bo uśmiecha się i mówi: "nie to nie, będzie więcej dla mnie", po czym chwyta dziewczynę za rękę i ciągnie ją do drugiego pokoju.
"Nie to nie", myślę, "będzie więcej wina dla mnie."
Defenestration
Surrealistyczne uczucie, kiedy pijana studentka medycyny maca twoją wątrobę, by po chwili stwierdzić, że na razie nie wygląda to na marskość ani obrzęk.
Chwile takie jak ta powodują nagłe uświadomienie sobie swojej fizyczności, sprowadzenia do poziomu organów, tkanek, komórek, płynów ustrojowych.
Stoję obok i patrzę na siebie - zadymione płuca, zatruta alkoholem i lekami wątroba, nawet serce jakieś dziwne i słabe.
A w środku tego całego gówna, którego pewnie nie przyjąłby nawet żaden szanujący się transplantolog, połamana i potłuczona ja, niedoskonały szkodnik drążący niedoskonałą ziemię ciała i krwi.
Rozbijam się o kolejne niewidzialne ściany nienawiści,
nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)